﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rzeczy Wspólne</title>
	<atom:link href="http://www.rzeczywspolne.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.rzeczywspolne.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 21 Feb 2012 11:10:28 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Ziemkiewicz, Sienkiewicz, Jęczmyk i Radziejewski o zagrożeniach wolności</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/ziemkiewicz-sienkiewicz-jeczmyk-i-radziejewski-o-zagrozeniach-wolnosci/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/ziemkiewicz-sienkiewicz-jeczmyk-i-radziejewski-o-zagrozeniach-wolnosci/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 11:09:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Blogpress]]></category>
		<category><![CDATA[debata]]></category>
		<category><![CDATA[jęczmyk]]></category>
		<category><![CDATA[Radziejewski]]></category>
		<category><![CDATA[sienkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>
		<category><![CDATA[Ziemkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1459</guid>
		<description><![CDATA[Nadmierna ilość przepisów, wszechobecne podsłuchy, krępowanie wolności słowa – to tematy które poruszali uczestnicy spotkania „Rzeczy Wspólnych” poświęconemu utracie wolności. Spotkanie, które odbyło się w klubokawiarni „Grawitacja” z udziałem Rafała Ziemkiewicza, Bartłomieja Sienkiewicza, Lecha Jęczmyka i Bartłomieja Radziejewskiego zarejestrował jak zwykle niezawodny Blogpress.
„Postawa elit jest dziś taka, że do wszelkich działań obywatelskich ludzi się zniechęca, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/6857851921_84ce499ebb.jpg" rel="lightbox[1459]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1460" title="6857851921_84ce499ebb" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/6857851921_84ce499ebb-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Nadmierna ilość przepisów, wszechobecne podsłuchy, krępowanie wolności słowa – to tematy które poruszali uczestnicy spotkania „Rzeczy Wspólnych” poświęconemu utracie wolności. Spotkanie, które odbyło się w klubokawiarni „Grawitacja” z udziałem Rafała Ziemkiewicza, Bartłomieja Sienkiewicza, Lecha Jęczmyka i Bartłomieja Radziejewskiego zarejestrował jak zwykle niezawodny <a href="http://www.blogpress.pl/node/11560">Blogpress</a>.<span id="more-1459"></span></p>
<p>„Postawa elit jest dziś taka, że do wszelkich działań obywatelskich ludzi się zniechęca, do udziału w wyborach się zachęca, bo one przedłużają jej władzę.” mówił zwracając uwagę na fasadowość obecnej demokracji Bartłomiej Radziejewski. Wtórował mu Rafał Ziemkiewicz przypominając, że wolność nie jest dana raz na zawsze i trzeba o nią się stale upominać.  W jego opinii faktyczna demokracja może się udać tylko wtedy, gdy przeważa klasa średnia nad oligarchią i motłochem.</p>
<p>Sprzeciwiał się takiej postawie Bartłomiej Sienkiewicz, którego zdaniem takie przedstawianie sprawy jest wyrazem racjonalizacji sytuacji przez przegranych oraz przejawiem gettoizacji.</p>
<p>Zachęcamy do obejrzenia pełnej relacji</p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="350" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/-EOiFQbaEms&amp;feature" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="350" src="http://www.youtube.com/v/-EOiFQbaEms&amp;feature"></embed></object></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="350" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/5VnhmVDXXsQ&amp;feature" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="350" src="http://www.youtube.com/v/5VnhmVDXXsQ&amp;feature"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/ziemkiewicz-sienkiewicz-jeczmyk-i-radziejewski-o-zagrozeniach-wolnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;FAKT&#8221; zachęca do czytania RW</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/fakt-zacheca-do-czytania-rw/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/fakt-zacheca-do-czytania-rw/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 16:13:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Fakt]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Warzecha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1455</guid>
		<description><![CDATA[15 stycznia, w  dzienniku &#8220;FAKT&#8221;, ukazała się recenzja najnowszego numery Rzeczy Wspólnych,  pióra Łukasza Warzechy. „Przejawów pożeganania się z wolnością jest wiele” zgadza się z naszą tezą redaktor Warzecha. W jego opinii jednak nie można wiązać tego z liberalizmem, lecz jego wypaczeniem.

Recenzent Faktu chwali szerokość spojrzenia na problem braku wolności, od indywidualnej inwigilacji, po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/images.jpg" rel="lightbox[1455]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1456" title="images" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/images-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>15 stycznia, w  dzienniku &#8220;FAKT&#8221;, ukazała się recenzja najnowszego numery Rzeczy Wspólnych,  pióra Łukasza Warzechy. „Przejawów pożeganania się z wolnością jest wiele” zgadza się z naszą tezą redaktor Warzecha. W jego opinii jednak nie można wiązać tego z liberalizmem, lecz jego wypaczeniem.<br />
<span id="more-1455"></span></p>
<p>Recenzent Faktu chwali szerokość spojrzenia na problem braku wolności, od indywidualnej inwigilacji, po destruktywny wpływ pozytywizmu prawniczego.</p>
<p>„RW warto kupić – tym bardziej, że pismo nie dostało grosza dotacji” zachęca redaktor.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/fakt-zacheca-do-czytania-rw/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Radziejewski i Wildstein rozmawiają o ACTA, wolności i polityce</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/radziejewski-i-wildstein-rozmawiaja-o-acta-wolnosci-i-polityce/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/radziejewski-i-wildstein-rozmawiaja-o-acta-wolnosci-i-polityce/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Feb 2012 14:21:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[ACTA]]></category>
		<category><![CDATA[Radziejewski]]></category>
		<category><![CDATA[Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1452</guid>
		<description><![CDATA[Temat utraty wolności, który poruszyliśmy w najnowszym numerze „Rzeczy Wspólnych” wywołał niemałe zamieszanie w mediach. Tym razem podjął go Bronisław Wildstein, który w swoim programie „Bronisław Wildstein przedstawia” w rozmowie z Bartłomiejem Radziejewskim  zastanawia się ile nam jeszcze wolności zostało.
Redaktorzy zastanawiają się, dlaczego szlachetny ideał wolności negatywnej &#8211; wolności od przymusu, został zastąpiony promowaniem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2011/05/fot-63_szpara-wildstein-Jerzy-Dudek1.jpg" rel="lightbox[1452]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-678" title="źródło: www.uwazamrze.pl" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2011/05/fot-63_szpara-wildstein-Jerzy-Dudek1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Temat utraty wolności, który poruszyliśmy w najnowszym numerze „Rzeczy Wspólnych” wywołał niemałe zamieszanie w mediach. Tym razem podjął go Bronisław Wildstein, który w swoim programie „Bronisław Wildstein przedstawia” w rozmowie z Bartłomiejem Radziejewskim  zastanawia się ile nam jeszcze wolności zostało.<span id="more-1452"></span></p>
<p>Redaktorzy zastanawiają się, dlaczego szlachetny ideał wolności negatywnej &#8211; wolności od przymusu, został zastąpiony promowaniem wolności do zaspokajania swoich popędów, jaki wkład do idei wolności wniósł liberalizm i dlaczego politycy ukradkiem próbują nad tę wolność zabierać, a my im na to pozwalamy.</p>
<p>Chętnych, którzy chcą poznać odpowiedzi na te i wiele innych pytań zapraszamy do <a href="http://tv.rp.pl/video/Bronislaw-Wildstein-przedstawia,Wydarzenia,Kraj,Publicystyka/Wolnosc-Bronislaw-Wildstein-przedstawia">obejrzenia całego programu</a>!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/radziejewski-i-wildstein-rozmawiaja-o-acta-wolnosci-i-polityce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspieracje pismo niedotowane!</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/wspieracje-pismo-niedotowane/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/wspieracje-pismo-niedotowane/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 05:10:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[dotacje]]></category>
		<category><![CDATA[krytyka polityczna]]></category>
		<category><![CDATA[mkidn]]></category>
		<category><![CDATA[zdrojewski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1447</guid>
		<description><![CDATA[Departament Mecenatu Państwa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosił wyniki corocznego konkursu na dofinansowanie czasopism kulturalnych. Kolejny raz okazało się, że zdaniem urzędników MKiDN &#8220;Rzeczy Wspólne&#8221; &#8211; w przeciwieństwie do wielu innych czasopism dotowanych łączną kwotą 3,5 miliona złotych &#8211; nie zasługują na wsparcie w ramach programu. 
Już ubiegłoroczne przyznanie dotacji wywołało liczne kontrowersje &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/mkidn.jpg" rel="lightbox[1447]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1448" title="mkidn" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/mkidn-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Departament Mecenatu Państwa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosił wyniki corocznego konkursu na dofinansowanie czasopism kulturalnych. Kolejny raz okazało się, że zdaniem urzędników MKiDN &#8220;Rzeczy Wspólne&#8221; &#8211; w przeciwieństwie do wielu innych czasopism dotowanych łączną kwotą 3,5 miliona złotych &#8211; nie zasługują na wsparcie w ramach programu. <span id="more-1447"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Już ubiegłoroczne przyznanie dotacji wywołało liczne kontrowersje &#8211; wówczas po interwencji dziennikarzy zaniepokojonych <strong>nieprzyznaniem dotacji żadnemu konserwatywnemu czasopismu</strong> minister Bogdan Zdrojewski zdecydował się przyznać dodatkowe środki.</p>
<p style="text-align: justify;">Do osiągnięcia limitu punktowego uprawniającego do otrzymania  dotacji &#8220;Rzeczom Wspólnym&#8221; zabrakło&#8230; 1,2 punktu. Co ciekawe, &#8220;Fronda&#8221;,  która wnioskowała o wyższą kwotę i potrzebowała wyższego limitu  punktowego również znalazła się dokładnie &#8220;pod kreską&#8221; &#8211; zabrakło 2  punktów. Wygląda więc na to, że w tym roku środki zostały przyznane przez urzędników w sposób bardziej inteligentny. Tradycyjnie wysokimi kwotami wsparto &#8220;Krytykę  Polityczną&#8221; (106,4 tysiąca złotych), &#8220;Res Publicę Nową&#8221; (105,9 tys), &#8220;Tygodnik Powszechny&#8221; (105 tys), &#8220;Więź&#8221; (105 tys) i &#8220;Znak&#8221; (103,3 tys.), &#8220;Cwiszn. Żydowski kwartalnik o literaturze i sztuce&#8221; (89,5  tys) i &#8220;Przegląd Polityczny&#8221; (97,5 tysiąca złotych.). Mniejsze dotacje otrzymały jednak tym razem już w pierwszym rozdaniu m.in. &#8220;Christianitas&#8221; (56,8 tys.), &#8220;Pressje&#8221; (56,7 tys) i &#8220;Nowy Obywatel&#8221; (35,3 tys.).</p>
<p style="text-align: justify;">&#8220;Rzeczy Wspólne&#8221; od początku powstają dzięki ofiarności <a href="http://www.republikanie.org/press/Menu/Wsparcie_finansowe">darczyńców Fundacji Republikańskiej</a>,<a href="http://www.rzeczywspolne.pl/prenumerata/"> wiernym czytelnikom i prenumeratorom pisma</a>. Wierzymy, że dzięki Państwa wsparciu pismo <strong>będzie mogło istnieć nadal i mimo trudnej, nierównej konkurencji na dotowanym rynku czasopism idei</strong>. Dlatego prosimy raz jeszcze o rozważenie możliwości dołączenia do grona prenumeratorów pisma i darczyńców Fundacji Republikańskiej!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/wspieracje-pismo-niedotowane/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Radziejewski w „Naszym Dzienniku” o kryształowym pałacu, poziome debaty publicznej i ACTA</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/radziejewski-w-%e2%80%9enaszym-dzienniku%e2%80%9d-o-krysztalowym-palacu-poziome-debaty-publicznej-i-acta/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/radziejewski-w-%e2%80%9enaszym-dzienniku%e2%80%9d-o-krysztalowym-palacu-poziome-debaty-publicznej-i-acta/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 11:18:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1439</guid>
		<description><![CDATA[W „Naszym Dzienniku” (1 lutego 2012, nr 26) ukazał się wywiad z redaktorem naczelnym „Rzeczy Wspólnych”. Osią wywiadu jest krytyka poziomu debaty publicznej w Polsce i upadek republikańskiego ideału „rządów poprzez dyskusję”. W tym kontekście Radziejewski komentuje m.in. protesty przeciwko ratyfikacji ACTA i manipulację wypowiedzią Angeli Merkel w „Gazecie Wyborczej”.
Jeżeli chodzi o poziom debaty publicznej, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/nd.jpg" rel="lightbox[1439]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1440" title="nd" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/nd-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>W „Naszym Dzienniku” (1 lutego 2012, nr 26) ukazał się wywiad z redaktorem naczelnym „Rzeczy Wspólnych”. Osią wywiadu jest krytyka poziomu debaty publicznej w Polsce i upadek republikańskiego ideału „rządów poprzez dyskusję”. W tym kontekście Radziejewski komentuje m.in. protesty przeciwko ratyfikacji ACTA i manipulację wypowiedzią Angeli Merkel w „Gazecie Wyborczej”.<span id="more-1439"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Jeżeli chodzi o poziom debaty publicznej, to jesteśmy na równi pochyłej. Wynika to przede wszystkim ogromnej nierównowagi medialnej. W sytuacji kiedy media konkurencyjne wobec &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; i będące w stanie skontrować taką manipulację, mają tak bardzo ograniczony zasięg, trudno liczyć na falę oburzenia społecznego, która przywróciłaby równowagę i przywołała manipulujących dziennikarzy do porządku. Taka sytuacja nie byłaby raczej możliwa w żadnym kraju zachodnim. Mechanizmy równowagi medialnej i rynkowej sprawiają, że tego rodzaju zjawiska są tam piętnowane i eliminowane.</em> – twierdzi Radziejewski. Wypowiada się również na temat procesu przygotowania do ratyfikacji ACTA i zauważa, że niechęć rządzących do konsultacji społecznych i przejrzystej polityki informacyjnej dotyczące przygotowywanych umów i ograniczeń wolności jest regułą, a nie wyjątkiem. <em>Jeżeli tak ważne dokumenty są tworzone w zaciszu gabinetów rządowych i międzyrządowych, opinia publiczna nic o nich nie wie, a dyskusja o nich następuje dopiero w momencie ich uchwalania lub zgoła post factum &#8211; jest to zaprzeczenie republikańskiego ideału &#8220;rządów poprzez dyskusję&#8221;, gdzie wszystkie istotne zmiany prawa, a zwłaszcza te redefiniujące wolność i własność &#8211; tak jak w przypadku ACTA &#8211; są najpierw dyskutowane publicznie, a następnie dopiero uchwalane.</em></p>
<p style="text-align: justify;">Naczelny „Rzeczy Wspólnych” zwraca również uwagę na problem utraty wolności politycznej na rzecz wolności konsumpcji, którym problemem zajmuje się szczegółowo w obszernym eseju otwierającym siódmy numer kwartalnika. <em>Konsumpcja jest obecnie priorytetem społecznym i politycznym. Można tu się posłużyć pojęciem &#8220;kryształowego pałacu&#8221; &#8211; metaforą Dostojewskiego rozwiniętą potem przez Sloterdijka. &#8220;Kryształowy pałac&#8221; byłby symbolem tego, co obiecuje zachodnia nowoczesność, to znaczy znalezienia się w przestrzeni wiecznego dobrobytu rozumianego przede wszystkim jako konsumpcja, a co za tym idzie &#8211; degradacji wszystkich innych potrzeb. Wydaje się to obecnie priorytetem wystarczająco dużej liczby Polaków, żeby na tej bazie móc rządzić i tworzyć politykę. Pojawia się tutaj pytanie o możliwość prowadzenia tradycyjnej polityki w ramach postpolityki, czyli pytanie o możliwość prowadzenia sensownej polityki &#8211; rozumianej jako troska o dobro wspólne &#8211; w kryształowym pałacu. </em>– twierdzi.</p>
<p style="text-align: justify;">Zachęcamy do zapoznania się z <a href="http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120201&amp;typ=my&amp;id=my07.txt">pełną wersją rozmowy przeprowadzonej przez Agnieszkę Żurek</a>.</p>
<p style="text-align: justify;"><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/02/radziejewski-w-%e2%80%9enaszym-dzienniku%e2%80%9d-o-krysztalowym-palacu-poziome-debaty-publicznej-i-acta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Radziejewski dla GPC: ACTA, czyli o nas bez nas</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/acta-czyli-o-nas-bez-nas/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/acta-czyli-o-nas-bez-nas/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 08:45:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[ACTA]]></category>
		<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Radziejewski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1428</guid>
		<description><![CDATA[Rozmawiamy o ACTA od kilku dni, podczas gdy prace nad tą przesuwającą granice wolności i własności umową trwały przeszło trzy lata. Trudno o lepszy przykład tego, ile zostało z ideału „rządów poprzez dyskusję”.
Bez otwartej debaty nie zachowamy naszej wolności. Jeśli tak istotne jak ACTA decyzje nie są publicznie dyskutowane, lecz ucierane w zaciszu rządowych i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/3006018-protest-acta-warszawa-643-482.jpg" rel="lightbox[1428]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1429" title="3006018-protest-acta-warszawa-643-482" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/3006018-protest-acta-warszawa-643-482-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Rozmawiamy o ACTA od kilku dni, podczas gdy prace nad tą przesuwającą granice wolności i własności umową trwały przeszło trzy lata. Trudno o lepszy przykład tego, ile zostało z ideału „rządów poprzez dyskusję”.</p>
<p>Bez otwartej debaty nie zachowamy naszej wolności. Jeśli tak istotne jak ACTA decyzje nie są publicznie dyskutowane, lecz ucierane w zaciszu rządowych i międzyrządowych gabinetów, to znaczy, że władza działa na zasadzie: o nas bez nas.<span id="more-1428"></span></p>
<p>Republika rzymska nie skończyła się wraz z przekroczeniem przez Cezara Rubikonu, ale gdy Senat stał się rozprawiającą o marginaliach szopką, podczas gdy kluczowe decyzje podejmować zaczęły dyskretnie triumwiraty. Tak samo współczesna demokracja liberalna stanie się fikcją wtedy, gdy pozwolimy na rządy bez dyskusji.</p>
<p>Bartłomiej Radziejewski</p>
<p>Komentarz ukazał się w <a href="http://gpcodziennie.pl/4999-acta-%E2%80%93-o-nas-bez-nas.html">&#8220;Gazecie Polskiej Codziennie&#8221;</a>, nr 117 &#8211; 27.01.2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/acta-czyli-o-nas-bez-nas/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rzecz Wstępna</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/rzecz-wstepna-7/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/rzecz-wstepna-7/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 22:08:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Edytorial]]></category>
		<category><![CDATA[Radziejewski]]></category>
		<category><![CDATA[RW 7 (1/2012)]]></category>
		<category><![CDATA[rzecz]]></category>
		<category><![CDATA[Rzecz wstępna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1380</guid>
		<description><![CDATA[Bartłomiej Radziejewski
Wolność obywatelska w Polsce jest zagrożona. Największa, i wciąż rosnąca, liczba podsłuchów w Europie, ograniczanie dostępu do informacji publicznej, opresyjność prawa i urzędów – to smutne prawdy znane każdemu uważniejszemu obserwatorowi polskiej polityki. Jednocześnie prawdy te nie docierają do świadomości masowej publiczności. Budzą zbyt słaby opór, by proces ograniczania wolności zatrzymać. Czy to obywatele [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/OKŁADKA-1.jpg" rel="lightbox[1380]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1381" title="OKŁADKA 1" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/OKŁADKA-1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Bartłomiej Radziejewski</strong></p>
<p>Wolność obywatelska w Polsce jest zagrożona. Największa, i wciąż rosnąca, liczba podsłuchów w Europie, ograniczanie dostępu do informacji publicznej, opresyjność prawa i urzędów – to smutne prawdy znane każdemu uważniejszemu obserwatorowi polskiej polityki. Jednocześnie prawdy te nie docierają do świadomości masowej publiczności. Budzą zbyt słaby opór, by proces ograniczania wolności zatrzymać. Czy to obywatele nie chcą o nich wiedzieć, czy też uwikłane w polityczne zależności media manipulują przekazem?<span id="more-1380"></span></p>
<p>W tym numerze „Rzeczy Wspólnych” staramy się pokazać oba te zjawiska. Sądzimy też, że po przeszło dwóch dekadach niepodległości należy wyciągnąć wnioski z sytuacji, w której niemal nieustannie słysząc o wolności, mamy jej coraz mniej – pod każdym istotnym względem. Od 1989 roku ideologią dominujących w Polsce elit jest liberalizm, w filozoficznym sensie tego słowa. Dziś, gdy dwa jego główne, dawniej konkurencyjne ośrodki: gdański z premierem Donaldem Tuskiem i warszawski z redaktorem Adamem Michnikiem, połączyły się w ścisłym sojuszu – może już w jednej formacji – erozja swobód obywatelskich jest największa od wielu lat. Czy to nie zaskakujące, jak na panowanie ludzi z wolnością na ustach i sztandarach?</p>
<p>Bynajmniej, jeśli przyjrzeć się uważnie ich ideologii – i to nie tylko w lokalnej odmianie. Michael J. Sandel przestrzegł kiedyś, że liberalizm prowadzi do nieliberalnych konsekwencji. Dziś staje się coraz jaśniejsze, że miał rację. Idea wolności oderwana od pojęć dobra i prawdy, ignorująca potrzebę kształcenia samoświadomych obywateli i istnienia silnej, niezależnej wspólnoty politycznej, stopniowo degeneruje się i wyradza we własne przeciwieństwo. Zgodnie z chińskim złorzeczeniem, żyjemy w ciekawych czasach, także dlatego, że przyszło nam proces owej fatalnej metamorfozy obserwować i odczuwać.</p>
<p>W polskich warunkach jest to o tyle paradoksalne, że mamy do dyspozycji tradycję intelektualną i polityczną, która unika liberalnych pułapek, zachowując liberalne zalety. Jest nią nasza wersja republikanizmu. Sądzimy, że najwyższa pora, aby sformułować go jako stanowisko zarazem wolnościowe, wspólnotowe oraz państwowe, jak i antyliberalne. Uwspółcześniony republikanizm powinien być alternatywą, a nie korektą.</p>
<p>Temu poświęciliśmy działy: „Wolność zagrożona” i – w nawiązaniu do formuły anglosaskich antyliberałów – „Nędza liberalizmu”. Natomiast w bloku „Kryzys Unii czy kapitalizmu?” staramy się dostrzec prawidłowości w chaosie, jaki ogarnął Europę. Nie jest on bez związku z tematem numeru.</p>
<p>Siódmy numer „RW” przygotowaliśmy w poszerzonej formule. Znajdą w nim Państwo film o środowisku wydającej nasz kwartalnik Fundacji Republikańskiej „To nie jest kraj dla młodych ludzi”, wzbogacony dział książkowy i więcej niż zwykle esejów i analiz.</p>
<p>Zapraszamy do lektury – i do oglądania.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Bartłomiej Radziejewski, redaktor naczelny</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/rzecz-wstepna-7/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ekspert CAFR w „Rzeczpospolitej”: ACTA to powód do niepokoju</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/ekspert-cafr-w-%e2%80%9erzeczpospolitej%e2%80%9d-acta-to-powod-do-niepokoju/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/ekspert-cafr-w-%e2%80%9erzeczpospolitej%e2%80%9d-acta-to-powod-do-niepokoju/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 22:07:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1421</guid>
		<description><![CDATA[- Ogólnikowa, nieprecyzyjna, niepoprawna legislacyjnie i pozbawiona  elementów gwarancyjnych treść umowy może stanowić pole do radykalnych  nacisków – dowodzi ekspert Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej i  prawnik Tymoteusz Barański. Jego analiza skutków głośnej umowy handlowej  dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi (ACTA) ukazała się  23 stycznia na łamach internetowego wydania dziennika „Rzeczpospolita”.
Barański [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/rppl.jpg" rel="lightbox[1421]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1422" title="rppl" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/rppl-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></strong>- Ogólnikowa, nieprecyzyjna, niepoprawna legislacyjnie i pozbawiona  elementów gwarancyjnych treść umowy może stanowić pole do radykalnych  nacisków – dowodzi ekspert Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej i  prawnik Tymoteusz Barański. Jego analiza skutków głośnej umowy handlowej  dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi (ACTA) ukazała się  23 stycznia na łamach internetowego wydania dziennika „Rzeczpospolita”.<span id="more-1421"></span></p>
<p>Barański twierdzi, że ACTA nie daje powodów do paniki, ale do  niepokoju – jak najbardziej. Zawiera bowiem szereg nieprecyzyjnych  przepisów, które mogą być rozumiane w sposób zagrażający wolności. &#8211;  Szczególnie niebezpiecznym wydaje się otwarcie furtki dla ścigania  użytkowników Internetu, zwłaszcza poprzez brak definicji legalnej  piractwa praw autorskich i pomijanie aspektu dozwolonego użytku  prywatnego chronionych utworów – czytamy.</p>
<p>Jednocześnie – wskazuje ekspert CAFR -  polskie prawo zawiera już  zapisy chroniące własność intelektualną i wymierzone w piratów. &#8211; Jeśli  rząd polski będzie konsekwentnie podtrzymywał stanowisko, że polski  system prawa już implementuje postanowienia ACTA, to realnie ratyfikacja  tej umowy nie przyniesie istotnych zmian – radzi Barański.</p>
<p>Jednak niejasne i arbitralne przepisy umowy niosą zarazem poważne  zagrożenie dla swobód obywatelskich. Rodzą też podejrzenie, że treść  umowy została podporządkowana wyłącznie interesom wielkich koncernów.  „Umowa nie zawiera dosłownie żadnych postanowień o charakterze  gwarancyjnym, co implikuje upraszczający sprawę, ale nie do końca  bezzasadny zarzut, że ACTA czyni państwa-strony agentami korporacji  eksploatujących majątkowe prawa autorskie. ACTA nie odnosi się też w  żaden sposób do ochrony interesów samych twórców w zakresie nieobjętym  pojęciem posiadacza praw autorskich” – czytamy.</p>
<p>Całość tekstu <a href="http://www.rp.pl/artykul/64143,796491-Ratyfikacja-ACTA--sa-powody-do-niepokoju.html?p=1" target="_blank">w „Rzeczpospolitej”.</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/ekspert-cafr-w-%e2%80%9erzeczpospolitej%e2%80%9d-acta-to-powod-do-niepokoju/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielkie spełnienie, czyli postliberalizm po polsku</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/wielkie-spelnienie-czyli-postliberalizm-po-polsku/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/wielkie-spelnienie-czyli-postliberalizm-po-polsku/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 22:07:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[III RP]]></category>
		<category><![CDATA[Krasnodębski]]></category>
		<category><![CDATA[Liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[RW 7 (1/2012)]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1369</guid>
		<description><![CDATA[Zdzisław Krasnodębski 
Jako ideowa formacja polski liberalizm doznał zupełnego niemal uwiądu – w druku nie ukazuje się niemal nic godnego lektury i polemiki, nie pojawiła się żadna nowa idea, ograniczono się do straszenia PiS-em i propagandy prorządowej. Rozkwitł natomiast w praktyce, można rzec, że znalazł swoje spełnienie w Polsce Tuska, wreszcie zrealizował swoją istotę. Po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/Krasnodębski-i.jpg" rel="lightbox[1369]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1370" title="Krasnodębski i" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/Krasnodębski-i-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><strong>Zdzisław Krasnodębski </strong></p>
<p>Jako ideowa formacja polski liberalizm doznał zupełnego niemal uwiądu – w druku nie ukazuje się niemal nic godnego lektury i polemiki, nie pojawiła się żadna nowa idea, ograniczono się do straszenia PiS-em i propagandy prorządowej. Rozkwitł natomiast w praktyce, można rzec, że znalazł swoje spełnienie w Polsce Tuska, wreszcie zrealizował swoją istotę. Po pierwszej fazie, przyszedł w drugiej kadencji rządów PO czas, w którym można zinstytucjonalizować głębokie przemiany Polski dokonane w ostatnich latach.<span id="more-1369"></span></p>
<p>„Demokracja peryferii”, w której zajmowałem się szczególnym wariantem polskiego liberalizmu jako dominującą filozofią publiczną III RP, kończyła się stwierdzeniem, że liberalizm w jego polskiej, pookragłostołowej wersji wyczerpał swoje możliwości. Rzeczywiście wkrótce potem zaczęła się nowa epoka. Wzbierała niechęć do rządów Leszka Millera i SLD. Afera Rywina ostatecznie pogrążyła Millera, ale także bardzo nadwyrężyła reputację Adama Michnika, jednego z ojców założycieli III RP i głównych twórców „polskiego liberalizmu”.</p>
<p>Jednak potem zamiast koalicji dwóch partii, deklarujących konieczność radykalnej przebudowy III RP, nastąpił ostry konflikt trwający do dziś. Mimo to w latach 2005-2007 usiłowano realizować wiele z formułowanych wcześniej postulatów i budować IV RP.</p>
<p><strong>Próba zmiany</strong></p>
<p>Dzisiaj widzimy, że był to zupełnie wyjątkowy okres. Niektóre dokumenty z tamtego czasu czyta się dzisiaj jakby pochodziły z bardzo odległej epoki. W centrum władzy pojawili się nowi ludzie. Dotychczasowe pokomunistyczne i posolidarnościowe elity musiały chwilowo je opuścić. Zmieniła się polityka historyczna. Zamiast koncentrować się na polskich winach, zaczęto także pokazywać polską wielkość. Podjęto próbę uporania się z komunistyczną przeszłością, co znalazło wyraz w ustawie lustracyjnej, która po raz pierwszy miała objąć także środowiska dotąd nietknięte, jak sędziowie czy profesorowie uniwersyteccy. Odwołanie się do katolicyzmu jako zwornika polskiej tożsamości stało się czymś oczywistym.</p>
<p>Polityka zagraniczna stała się bardziej samodzielna. „Kicz” pojednania polsko-niemieckiego skończył się dość gwałtownie, a zaczęła ostra dyskusja o pamięci i historii, o systemie głosowania w Unii, o relacjach z Rosją i z USA. W negocjacjach traktatu lizbońskiego Polska była ważnym, trudnym partnerem, choć ostatecznie zaakceptowała kompromis. Niewątpliwie punktem kulminacyjnym nowej polityki zagranicznej była słynna wyprawa Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi wraz z prezydentami Ukrainy, Litwy i Estonii oraz premierem Łotwy, by ratować Gruzję. Trudno sobie wyobrazić, że dzisiaj byłoby to możliwe. Polska nie byłaby już w stanie zebrać wokół siebie tylu sprzymierzeńców z regionu, nie mówiąc już o mobilizacji do tego rodzaju niebezpiecznej misji głów państw. No i prawdopodobnie nikt już z Unii Europejskiej nie pofatygowałby się do Moskwy, by powstrzymywać Rosję.</p>
<p>Pojawił się wówczas również wyjątkowy jak na III RP pluralizm w mediach. „Gazeta Wyborcza” straciła monopol ideotwórczy. Wydawany przez niemiecki koncern „Dziennik” rzucił jej bezpośrednie, choć krótkotrwałe, wyzwanie. „Rzeczpospolita” stała się najważniejszym opiniotwórczym dziennikiem konserwatywnym, „Wprost” tygodnikiem śmiało podejmującym istotne problemy polityczne. W telewizji publicznej pojawiły się zupełnie nowe twarze, a jej prezesem na krótko został Bronisław Wildstein, jeden z najwybitniejszych polskich intelektualistów, znany z niezależności poglądów.</p>
<p><strong>Kontrrewolucja establishmentu</strong></p>
<p>Wszystko to wywołało gwałtowną reakcję establishmentu. Pisano o zawłaszczaniu państwa, o skoku na media. Lustracja wywołała gwałtowny opór środowisk akademickich, gorliwie podsycany przez media. Krytykowana była polityka zagraniczna jako nieefektywna, konfliktowa, izolująca Polskę, antyeuropejska. Za granicą, szczególnie w Niemczech, Polska była przedstawiania jako kraj ogarnięty homofobią i nacjonalizmem.</p>
<p>Po 2007 – i tym bardziej po 2010 – okazało się, że nie idzie o rzekomo gwałcone zasady, lecz po prostu o władzę w rękach ludzi, którym wydaje się, że się im ona z naturalnych względów należy. Wkrótce nikt już nie pamiętał ani o potępianiu zawłaszczania państwa, ani o apolityczności służby cywilnej, ani o odpartyjnieniu mediów publicznych, na które znowu trzeba płacić abonament, ani o prawach opozycji, ani o szacunku dla urzędu prezydenta. Nastąpiła skuteczna kontrrewolucja establishmentu. Jego odłamy podzieliły się władzą, uznając hegemonię PO, która zręcznie rozdaje przywileje, pacyfikując potencjalnych krytyków i nagradzając pomocników – posypały się ordery i stanowiska. Nikt, najlichszy nawet zapiewajło, nie pozostał bez nagrody. Ukoronowaniem procesu restauracji jest powrót Leszka Millera do sejmu i na stanowisko przewodniczącego SLD, polityków Unii Demokratycznej do Pałacu Namiestnikowskiego, „Gazety Wyborczej” do dominacji na (kurczącym się co prawda) rynku prasowym oraz &#8211; w roli pioniera łączącego autostradami Polskę z Berlinem – Jana Kulczyka do orszaku prezydenta RP. W zasadzie brakuje już tylko Lwa Rywina na stanowisku prezesa telewizji. Ale on, nieszczęsny, zadarł przecież z „Agorą”.</p>
<p><strong>Ideowy uwiąd w dobie postpolityki</strong></p>
<p>Co zaś stało się z „polskim liberalizmem”? Jak zmieniło go to polityczne zwycięstwo – fakt, że do pełni władzy, potwierdzonej ponownym zwycięstwem w wyborach, doszła formacja, która kiedyś odwoływała się do liberalnej tradycji (choć w wersji gdańskiej, nie warszawsko-krakowskiej)? Otóż jako ideowa formacja polski liberalizm doznał zupełnego niemal uwiądu – w druku nie ukazuje się niemal nic godnego lektury i polemiki, nie pojawiła się żadna nowa idea, ograniczono się do straszenia PiS-em i propagandy prorządowej. Rozkwitł natomiast w praktyce, można rzec, że znalazł swoje spełnienie w Polsce Tuska, wreszcie zrealizował swoją istotę. Po pierwszej fazie – fazie ostrożnych, ewolucyjnych kroków – przyszedł w drugiej kadencji rządów PO czas, w którym można zinstytucjonalizować głębokie przemiany Polski dokonane w ostatnich latach – równie głębokie, jak te, które dokonały się w pierwszych latach „transformacji”, co dopiero teraz zaczyna docierać do świadomości szerszej rzeszy Polaków.</p>
<p>Charakterystyczna dla liberalizmu niechęć do polityczności została teraz doprowadzona do skrajności – w 2007 radośnie obwieszczono „postpolitykę”, a więc daleko idącą depolityzację Polaków. Miano już tylko administrować, a nie rządzić. Zaniknęło niemal zupełnie tak kiedyś częste odwoływanie się do społeczeństwa obywatelskiego, jednego ze sztandarowych pojęć polskiego liberalizmu. Obecnie wszelkie formy samoorganizacji społeczeństwa, poza charytatywnymi, postrzegane są jako zagrożenie dla władzy, jako zbędny kłopot utrudniający rządzenie, niepotrzebne zakłócenie procesu podejmowania decyzji. Polacy mają oddać głos w wyborach, potem co najwyżej mogą pertraktować z władzą jako poszczególne klientelistyczne grupy, najlepiej jednak by siedzieli przed telewizorem, przy grillu lub w pubie. Emocje polityczne zostały skanalizowane i sprowadzone do ekscytacji kolejnymi rozłamami w PiS i do oburzania się bulwersującymi słowami Jarosława Kaczyńskiego.</p>
<p>Polacy mają się cieszyć „ciepłą wodą w kranie”, „Polską w budowie”, „zieloną wyspą”, modernizacją i dobrobytem, pochwałami zagranicy, prezydencją i Jerzym Buzkiem. Dopiero teraz zaczęto straszyć ich kryzysem i poproszono o finansowe wsparcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Przy czym owa „modernizacja” nie była rozumiana jako budowa silnej gospodarki, konkurencyjnej wobec innych gospodarek europejskich, jako podstawa siły państwa, jako zbiorowe dokonanie, lecz głównie jako otwarcie możliwości indywidualnej konsumpcji, możliwej dzięki dotacjom europejskim. Inni w tym myśleniu nigdy nie są konkurentami, lecz tylko partnerami i darczyńcami. Coraz słabszym zapewnieniom o przywiązaniu do zasad wolnego rynku towarzyszy propagowanie poglądu, że głównym czynnikiem rozwoju Polski są fundusze Unii Europejskiej, co znalazło wyraz w ostatniej kampanii wyborczej, z jej głównym hasłem zapewnienia 300 miliardów złotych z kasy Unii. Ostatecznie „wolnorynkowość” sprowadza się do obrony interesów wielkich koncernów zachodnich działających na terenie Polski, interesów najbogatszych Polaków i interesów najbogatszych regionów Polski.</p>
<p><strong>Minimalizacja państwa</strong></p>
<p>Skutecznie natomiast realizowano w ostatnich latach politykę minimalizacji państwa. Nie oznacza ona oczywiście ograniczania biurokracji czy własnych przywilejów. Nie oznacza także zmniejszenia represyjności, bo rząd nie waha się użyć siły wobec swoich krytyków – zwłaszcza takich, na których łatwo jest napuścić opinię publiczną. Zwalczanie korupcji podporządkowane zostało celom politycznym. Afery szkodzące rządzącym są bezczelnie tuszowane, jak było w przypadku afery hazardowej, z drugiej strony od czasu do czasu ujawnia się dawne nadużycia i przestępstwa, które już przed laty powinny być zbadane i osądzone. Służy to dyscyplinowaniu potencjalnych przeciwników czy konkurentów do władzy. Taki charakter miały, jak się wydaje, ostatnie niejasne działania wobec generała Gromosława Czempińskiego, czołowej postaci III RP i, jeśli wierzyć jego deklaracjom, jedynego z twórców PO, najpierw zatrzymanego, a następnie szybko zwolnionego za kaucją. Zapewne jego sprawa skończy się podobnie jak afera ze szwajcarskimi kontami lewicy.</p>
<p>Minimalizowanie państwa polskiego oznacza przede wszystkim osłabianie go jako podmiotu politycznego w relacjach zewnętrznych i pozbawianie możliwości wpływu Polaków na zasadnicze decyzje w nim podejmowane, co sprawia, że to państwo w coraz mniejszym stopniu jest „ich” państwem, wyrazem i narzędziem realizacji ich woli i ich przekonań. Obecny kryzys i podjęte przez Niemcy i Francję działania na rzecz budowania „unii fiskalnej” wzmocniły nadzieję polskich liberałów, że wreszcie uda się trwale roztopić tak nielubianą przez nich Polskę w Europie.</p>
<p>Jeśli zatem jeszcze niedawno walczono o większą „podmiotowość”, to dzisiaj zagrożona jest suwerenność nawet w najbardziej elementarnym sensie. Europeizm polskiego establishmentu przeszedł w euroserwilizm, w aprioryczną zgodę na wszystkie propozycje Berlina i Paryża, byle tylko być „w pierwszym kręgu”. W związku z tym pogrzebano nawet to, co wydawało się aksjomatem polityki zagranicznej III RP – „giedroyciową” politykę wschodnią. Pierwszym wyrazem bezsiły i kapitulacji była tragedia smoleńska i skandal posmoleński. Jednocześnie jeszcze bardziej związała ona zwolenników, zwłaszcza „inteligenckich”, z PO w formie „brudnej wspólnoty”. W półtora roku później taka sama kapitulacja dokonała się w polityce europejskiej – i choć okoliczności były mniej dramatyczne, jej konsekwencje będą równie poważne.</p>
<p><strong>Upadek debaty<br />
</strong><br />
Depolityzacja polega także na tym, że zamarły niemal dyskusje ideowe, które dotyczyłyby kształtu polskiej demokracji i kierunków polityki Rzeczypospolitej, co oczywiście nie znaczy, że nie toczą się mniej lub bardziej niszowe dyskusje „eksperckie”, dotyczące poszczególnych dziedzin czy problemów. Dyskusja ma sens tylko wtedy, gdy dyskutujący traktują dostatecznie poważnie własne argumenty i argumenty strony przeciwnej. Nie trzeba zakładać, że można przekonać druga stronę, bo w warunkach polskich byłby to zupełnie oderwany od rzeczywistości idealizm, wystarczy minimalne założenie, że argument się liczy i że trzeba odpowiadać nań argumentem, a nie drwiną i obelgą czy argumentem ad hominem. Tymczasem podważanie „godnościowych fundamentów prezydentury” niemal od razu stało się podważaniem godnościowych fundamentów życia publicznego w ogóle. Już nie chodziło o argument, ale o wygląd, nazwisko itd. Oczywiście od samego początku III RP spory polityczne żadną miarą nie mogły uchodzić za dżentelmeńskie. Słowo „oszłom” ukuto przecież już w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Jednak starano się przynajmniej zachować pozory. Jeśli porównamy „GW” sprzed lat i obecną, widzimy zasadnicze różnice. Zniknęły sążniste artykuły, dziennikarzy i publicystów z intelektualnymi ambicjami wyparli młodsi „redaktorzy”, którzy porzucili wszelkie tego rodzaju aspirację na rzecz dość prostackiego „dawania oporu” i „dowalania” oponentowi. Zresztą w roli głównego medium III RP „GW” i tak została zastąpiona przez TVN, a miejsce „Gazety Świątecznej”. „Tygodnika Powszechnego” i „Niezbędnika inteligenta” jako głównej pożywki duchowej zajęło „Szkło kontaktowe”. I nic lepiej nie wyraża tej ewolucji niż jakże trafna obserwacja Kuby Wojewódzkiego w rozmowie z Adamem Michnikiem, że tylko on mu pozostał.</p>
<p>W nowym „dyskursie” III RP można powiedzieć wszystko, by za chwilę twierdzić coś zupełnie innego. Znane są liczne przypadki ludzi, którzy w ostatnich latach radykalnie zmienili poglądy – na czele z urzędującym ministrem spraw zagranicznych, który nigdy nie wytłumaczył, dlaczego wraz ze zmianą przynależności partyjnej tak bardzo zmieniała się jego ocena sytuacji politycznej w Europie i na świecie. Najczęściej od „prawicowości” i „konserwatyzmu” zmierzano żwawo ku „salonowi” i „głównemu nurtowi”, czy to w Polsce, czy to w Europie. Niestety konserwatyzm często okazywał się tylko pozą wynikającą z prowincjonalności lub oportunizmu i bardzo często znikał w spotkaniu ze światem „zachodnim”, na przykład w Brukseli.</p>
<p>Instrumentalizm ideowy sprawił, że w zasadzie poważna debata nie jest możliwa. W dodatku zachowanie się przedstawicieli obozu rządzącego przed katastrofą smoleńską i po niej spowodowało, że także po drugiej stronie gotowość do wymiany argumentów zanikła. Trudno dyskutować z kimś, kto dawno powinien ustąpić ze stanowiska i odpowiadać za zaniedbania graniczące z naruszeniem polskiej racji stanu.</p>
<p><strong>Kneblowanie przeciwników, promocja wulgarności</strong></p>
<p>Na poziomie instytucjonalnym upadek wyraża się w utracie znaczenia parlamentu jako forum poważnej dyskusji. Ten uwiąd debaty publicznej wynika również z faktu, że znaleziono lepszy sposób na rozstrzyganie sporów o Polskę. Zamiast pozwolić na swobodną artykulację poglądów, można po prostu zamknąć usta oponentowi. Powoli zanikały więc fora, na których tego rodzaju dyskusja była możliwa – od telewizji po prasę. Obywatele zostali w dużej mierze odcięci od informacji o świecie i wydarzeniach w kraju, które mogłyby źle świadczyć o rządzie. Zostały nieliczne wyspy, służące głównie jako alibi, mające udowadniać, że nadal panuje w Polsce wolność słowa i że nadal dopuszczane są różnorodne poglądy. W istocie polski liberalizm nigdy zresztą nie cenił tych wartości i dbał przede wszystkim o pilnowanie granic tego, co może zostać powiedziane i napisane.</p>
<p>Nastąpiły także przemiany w sferze moralno-kulturowej w duchu libertynizmu obyczajowego. Obok przeteoretyzowanego pseudoneoleninizmu i kadrowego feminizmu pojawiło się groźniejsze, bo bardziej masowe zjawisko – wulgarny populizm z silnymi elementami plebejskiego antyklerykalizmu i permisywizmu obyczajowego, będący zmodernizowaną wersją dawnego urbanowskiego panświnizmu. Po raz pierwszy od czasów Gomułki mamy masowe wystąpienia antykatolickie, wspierane przez niektórych postępowych księży. Bariera psychiczna padła w czasie demonstracji atakującej modlących się pod krzyżem przed Pałacem Namiestnikowskim w intencji ofiar tragedii smoleńskiej. Trudno nie zauważyć, że Kościół, jego hierarchia, traci niestety autorytet moralny. Kościół nie bardzo wiedział, jak się ma zachować w dniach żałoby smoleńskiej. Głęboko dotknęła go sprawa lustracji, z którą nie był w stanie poradzić sobie w wiarygodny sposób. Odważna postawa, jaką reprezentuje ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, stanowi niestety wyjątek. Kościół jest dziś nie mniej podzielony niż społeczeństwo. Najpierw podzielono go na toruński i łagiewnicki, potem okazało się, że znacznie ważniejszy jest inny, bardziej egzystencjalny, a jednocześnie nasuwający historyczne skojarzenia, podział – część hierarchii szuka dobrych relacji z władzą, podczas gdy przedstawiciele niższego duchowieństwa tradycyjnie solidaryzują się z protestującym ludem.</p>
<p><strong>Zamulanie pamięci</strong></p>
<p>„Polski liberalizm” wreszcie poradził sobie z dylematem, co robić z komunistyczną przeszłością. Jak pamiętamy, wymyślono go w dużej mierze po to, by uzasadnić, dlaczego nie należy karać funkcjonariuszy dawnego reżimu. Teraz okazało się, że żadne łamańce intelektualne w rodzaju tych, które proponował Andrzej Walicki, nie są potrzebne. Rozwiązanie dylematu jest dość typowe dla Polski Tuska – niekonsekwencja, rozmywanie problemu i zamulanie mózgów. Nastąpiła rytualizacja pamięci o Solidarności. Ostatecznie wszyscy zapisali się do niej, łącznie z generałem Wojciechem Jaruzelskim. W miarę zanikania nostalgii peerelowskiej stała się ona dziedzictwem ogólnonarodowym, prawie już nie podważanym przez postkomunistów. Prezydent Bronisław Komorowski wyrasta na czołowego bohatera opozycji antykomunistycznej, co nie przeszkadza mu otaczać się postkomunistycznymi doradcami. Media i polityka kreują w miarę zapotrzebowania kolejne „legendy Solidarności”. Zarazem odebrano ideom wówczas głoszonym jakiekolwiek aktualne znaczenie polityczne – idea „podmiotowości”, „godności”, wolności jako niezawisłości i jako aktywnego uczestnictwa w polityce skazane zostały na zapomnienie. Zrezygnowano również z dążenia do ukarania winnych – i w ogóle z jakiejkolwiek konsekwencji w ocenie przeszłości. Można więc z jednej strony zapraszać generała Jaruzelskiego na zebranie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a Jerzego Urbana na przyjęcia, i jednocześnie ubolewać, że zbrodnie stanu wojennego nie zostały ukarane. Współpraca z SB przestała dyskwalifikować politycznie i moralnie. Przykład ministra Michała Boniego pokazał, że można doskonale funkcjonować w polskiej polityce, nawet jeśli latami kłamało się publicznie. Publikacja takich książek jak biografia Ryszarda Kapuścińskiego służą do oswajaniu problemu głębokiego uwikłania polskich elit kulturowych w system i przygotowaniu nas na kolejne rewelacje dotyczące naszych wspaniałych twórców. Nawet Tomasz Turowski znajduje swoich obrońców, których w pewnym momencie zabrakło i Lesławowi Maleszce i księdzu Michałowi Czajkowskiemu.</p>
<p><strong>Nowy podział</strong></p>
<p>Jak wiemy, Polska Tuska budzi opór części Polaków. Dla nich jest rzeczą oczywistą, że dawni liberałowie budują dzisiaj demokrację sui generis, przypominającą „kierowaną demokrację”, jaka od dłuższego już czasu panuje w Rosji. Opozycja spychana jest na margines. Dotyczy to nie tylko partii opozycyjnej, lecz także po prostu ludzi o odmiennych poglądach, zastraszanych i dyskryminowanych, nadzorowanych. Oczywiście wariant polski „kierowanej demokracji” różni się od rosyjskiego w równie dużym stopniu, jak rzeczywistość PRL różniła się od rzeczywistości Związku Sowieckiego. Przestrzenie wolności są znaczenie większe, represje słabsze, władza bardziej nastawiona na perswazję słowną, na „środki miękkie”. Jest jednak jedna zasadnicza cecha, która negatywnie odróżnia platformianą III RP od Rosji. O ile Rosja pozostaje suwerenna w relacjach zewnętrznych, o tyle Polska coraz bardziej staje się państwem uzależnionym. W gruncie rzeczy nie chodzi już tylko o to, jaka ma być Polska, ale czy w ogóle ma być, czy rzeczywiście jest niezbędna. Przemówienie Sikorskiego w Berlinie, postawa rządu wobec kolejnych akcji „ratowania euro” oraz prób budowania „unii fiskalnej”, także reakcje na te wydarzenia wielu polskich polityków pokazały, że dla ludzi tego obozu istnienie Rzeczypospolitej jako samodzielnego bytu politycznego nie jest czymś oczywistym czy nawet pożądanym, jeśli jest w konflikcie z innymi celami, takimi np. jak dobrobyt, zwłaszcza ich samych. Zgodnie z zasadą „zamulenia” argumentuje się przy tym, że i tak od dawna nie istnieje nic takiego, jak pełna suwerenność, a jeśliby nawet była, to i tak już się jej zrzekliśmy, przystępując do Unii, by zaraz potem twierdzić, że jedynym skutecznym sposobem obrony suwerenności jest zdeponowanie jej w Unii.</p>
<p>Dzisiejszy podział polityczny to coraz bardziej podział na tych, którzy widzą Polaków i siebie wśród nich jako podmiot polityczny, jak naród, który w procesach politycznych decyduje o swoich sprawach wewnętrznych i który zachowuje suwerenność na zewnątrz oraz na tych, którzy postrzegają Polaków jako grupę etnicznokulturową, siebie zaś jako działających politycznie pośród innych władczych Europejczyków w Unii i poprzez Unię. Polska jest dla nich tylko pewnym zasobem, określającym możliwości tego działania oraz pewnym obszarem i grupą ludności, którymi trzeba zarządzać zgodnie z zaleceniami płynącymi z centrum władzy i prestiżu. To zaś, jaką ideologią uspokaja się Polaków, ma ostatecznie drugorzędne znaczenie.</p>
<p><em>Zdzisław Krasnodębski (ur. 1953), socjolog, filozof społeczny, doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu w Bremie, publicysta. Wykładał też na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie w Kassel, Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Katolickim Uniwersytecie Ameryki oraz Columbia University. Był członkiem Komitetu Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Autor wielu książek, m.in. „Upadku idei postępu” (1991) i „Demokracji peryferii” (2003), ostatnio wydał „Większego cudu nie będzie” (Ośrodek Myśli Politycznej, 2011). Publikował m.in. w „Znaku”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku”. W 2005 był członkiem Honorowego Komitetu Poparcia Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, a w latach 2007-2009 – Rady Służby Publicznej przy Prezesie Rady Ministrów.<br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/wielkie-spelnienie-czyli-postliberalizm-po-polsku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niekochany buldog republiki. Dlaczego godzimy się na utratę wolności słowa?</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/niekochany-buldog-republiki-dlaczego-godzimy-sie-na-utrate-wolnosci-slowa/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/niekochany-buldog-republiki-dlaczego-godzimy-sie-na-utrate-wolnosci-slowa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Jan 2012 22:06:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[RW 7 (1/2012)]]></category>
		<category><![CDATA[Świetlik]]></category>
		<category><![CDATA[słowa]]></category>
		<category><![CDATA[Watch Dog]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1361</guid>
		<description><![CDATA[Wiktor Świetlik
Amerykanie w XIX wieku często porównywali wolność słowa do „watchdoga” – psa strażnika, buldoga strzegącego domu, czyli państwa, prawa, demokracji, federacji, uczciwości elit. Na tle krajów anglosaskich Polska w ostatnim dwudziestoleciu dorobiła się co najwyżej jamnika, który – ponieważ w gruncie rzeczy dla wszystkich był irytujący – dziś jest zbiorowo głodzony. Konsekwencje już widać, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/wietlik-2i.jpg" rel="lightbox[1361]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1385" title="wietlik 2i" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/01/wietlik-2i-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Wiktor Świetlik</strong></p>
<p>Amerykanie w XIX wieku często porównywali wolność słowa do „watchdoga” – psa strażnika, buldoga strzegącego domu, czyli państwa, prawa, demokracji, federacji, uczciwości elit. Na tle krajów anglosaskich Polska w ostatnim dwudziestoleciu dorobiła się co najwyżej jamnika, który – ponieważ w gruncie rzeczy dla wszystkich był irytujący – dziś jest zbiorowo głodzony. Konsekwencje już widać, a będzie ich więcej. Ucieszeni, że pies już nie ujada, mieszkańcy domu będą regularnie okradani i napadani. Cieszyć z tego może się tylko głupiec lub złodziej.<span id="more-1361"></span></p>
<p>Może to zawodowe zboczenie, rodzaj fanatyzmu osoby zaangażowanej w pewną walkę, ale mam wrażenie, że ze wszelkich podstawowych zasad systemu przedstawicielskiego zasadę wolności słowa w Polsce przyswojono sobie najsłabiej. Oczywiście nie w warstwie deklaratywnej – w niej jest doskonale. Przecież mamy tradycję wolnościowej na tle swojego otoczenia Pierwszej Rzeczpospolitej, tolerancji religijnej i politycznej. A także pamięć walki o możliwość wolnego, publicznego wypowiadania się, zaczynającej się długo przed rozbiorami i z kilkuletnią przerwą trwającą do 1990 roku. Wolność słowa była trzecim z najważniejszych postulatów „Solidarności” w 1980 roku, zaraz po legalizacji związków i prawie do strajków, a likwidacja cenzury momentem równie mocno nasyconym symboliczną siłą, jak wyprowadzenie ostatnich jednostek rosyjskich z granic Rzeczpospolitej.</p>
<p><strong>Zbyt droga wolność</strong></p>
<p>Tyle że podobnie jak z gospodarką rynkową, wolność słowa miała, ma i będzie miała swoją bardzo wysoką cenę. Jest to waga, którą w swoim wielkim dziele Alexis de Tocqueville zarysował następująco: „przyznaję, że nie żywię dla wolności prasy tego pełnego i spontanicznego zachwytu, jaki odczuwamy dla rzeczy, które są dobre z samej swej natury i niezależne od okoliczności. Znacznie bardziej podziwiam ją dla zła, któremu zapobiega, niż dla dobra, które czyni”. Prasa amerykańska za czasów podróży de Tocqueville’a i wcześniej nie była wcale subtelniejsza niż dziś. Przeciwników politycznych – w tym prezydentów – mieszano z błotem bez litości, tropiono ich romanse z niewolnicami, dochodzono ojcostwa dzieci, wyzywano od najgorszych. De Tocqueville wspomina pierwsze amerykańskie pismo „Vincenne’s Gazette”, które przypadkowo wpadło mu za Oceanem w ręce. Na temat urzędującego prezydenta Andrew Jacksona pisano w nim: „Jego zbrodnią jest ambicja i ta zbrodnia nie ujdzie kary. Intryga jest jego powołaniem i ona sama pomiesza mu szyki i pozbawi go władzy. Na arenie politycznej okazał się bezwstydnym i pozbawionym hamulców graczem”.</p>
<p>Gorzej niż u nas, a mimo tego cztery dekady przed napisaniem powyższych słów, żaden z 12 milionów obywateli USA nie przeciwstawił się pierwszej poprawce do konstytucji. Wolność słowa była w tym kraju konieczna – uznano. Właśnie ze względu na zło, któremu zapobiegała, a więc odwracając augustiańską zasadę, że zło zaczyna się tam, gdzie kończy dobro, właśnie dobro czyniła.</p>
<p>Niewątpliwie obywatel III RP, do niedawna PRL, był kimś innym niż potomek osadników, którzy zbrojnie wywalczyli sobie niepodległość, ale nie można tu nie wspomnieć o pewnej kluczowej różnicy. Obywatel III RP w przeciwieństwie do tych 12, a dziś 300 milionów Amerykanów, nigdy tak naprawdę nie żył w realiach pełnej wolności słowa. Rozkład rynku medialnego był efektem okresu przejściowego, kiedy media tworzone już pod nowy system, skorzystały z ustrojowych pozostałości poprzedniego systemu – koncesji, początkowo tylko państwowego systemu dystrybucji, państwowego (bo na pewno nie publicznego) kapitału w mediach.</p>
<p>Patologia, jaką to stworzyło, oczywista dysproporcja, rozdawnictwo zarówno formalnych koncesji biznesowych, jak i nieformalnych ideologicznych (sankcjonowanych przede wszystkim groźbą ostracyzmu i wykluczenia), sprawiły, że wolność słowa zaczęła być często postrzegana poprzez pryzmat toczących ją ograniczeń, podobnie jak na wizerunku wolności gospodarczej zaciążyły przekręty czy biurokracja. Wyborca, czytelnik, obywatel winą za odstępstwa od wolnościowego modelu kapitalistycznego obarczył sam ten model.</p>
<p>A niestety z wolnością słowa jest tak, że nawet jej częściowa reglamentacja może zaowocować faktycznym całkowitym ograniczeniem. Dobrą ilustracją jest rynek prasy lokalnej – pozornie pozbawiony legalnych barier. Wystarczyło jednak pozostawić drobną furtkę dla faktycznej reglamentacji. Dopuścić, by władze samorządowe mogły wydawać swoje „biuletyny informacyjne”. Efekt? Lokalny, prywatny wydawca, który musi utrzymać swoją gazetę z reklam i sprzedaży, otrzymuje konkurenta. Tyle że ten konkurent rozdawany jest za darmo, bo wydawany za publiczne pieniądze. Treścią, wiadomo, z reguły są bohaterskie dokonania burmistrza, sołtysa, wójta i pomstowania na lokalną opozycję. Lokalny prywatny wydawca plajtuje albo blatuje się z władzą (wówczas ta podzieli się częścią ogłoszeń z sektora publicznego).</p>
<p>Odbiorca sięga bądź po urzędową darmówkę, bądź po uzależnione od urzędu pismo, czyta, i czasem gładko łyka propagandę, a czasem na bazie lektury wyrabia sobie opinię o dziennikarzach w ogóle. Oto prosty empiryczny dowód na twierdzenie magnata medialnego Ruperta Murdocha, że „wolne są tylko te media, które na siebie zarabiają”.</p>
<p><strong>Tupiące sędzie</strong></p>
<p>Dziś do prawdziwej wolności, czyli pogodzenia się z jej kosztem, jest tak naprawdę zdolnych bardzo niewiele środowisk, choć w warstwie deklaratywnej – wszyscy. Mentalnym problemem z wolnością słowa obarczani są najczęściej politycy, urzędnicy, ludzie służb i wymiaru sądownictwa. Słusznie.</p>
<p>Problem z sądownictwem to nie tylko archaiczny paragraf 212 pozwalający skazywać za zniesławienie z przepisów prawa karnego. To nie tylko interpretacja pozostałych złych przepisów jak tego o naruszeniu miru domowego czy ujawnieniu tajemnicy ze śledztwa. To także tupiące na media sędzie, sądy i prokuratury odmawiające przysługującej mediom informacji. Dziennikarze i adwokaci broniący tabloidów, gazet czytanych przez setki tysięcy Polaków, ale niepopularnych w środowisku sędziowskim, mówią, że czasami już wchodząc na salę, znają werdykt. Tym bardziej jeśli po drugiej stronie stoi znany celebryta.</p>
<p>Jeszcze gorzej, gdy po drugiej stronie jest „autorytet”. Sąd pracy niedawno nie uznał roszczeń Marka Króla, byłego właściciela a potem felietonisty „Wprost”, który ze względu na ostry felieton został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Sąd uznał, że tekst Króla prowokował niepokoje społeczne i naruszał dobre imię powszechnie uznanych autorytetów – Andrzeja Wajdy i Adama Michnika. Sędzia wydający ten wyrok raczej nigdy nie pojmie już zasady wolności słowa. Dla niego będzie ona się kończyła zawsze w tym miejscu, gdzie kończą się jego, albo ogólnie przyjęte w jego środowisku sympatie.</p>
<p>Problem z politykami i administracją to nie tylko kolejne zmiany, najpierw w ustawie o informacji niejawnej, a teraz w ustawie o informacji publicznej pozwalające na coraz szersze i bardziej uznaniowe kryteria utajniania informacji, takie jak interes ekonomiczny kraju albo dobro publiczne. To także liczne procesy z paragrafów prawa karnego, próby zastraszania i rujnowania małych redakcji domaganiem się gigantycznych przeprosin o horrendalnej wysokości. To, w przypadku służb, inwigilacja i podsłuchy, których zasady zakładania są także dość płynne (np. podsłuchy pięciodniowe, na które nie potrzeba zgody sądu).</p>
<p>Zarówno na poziomie krajowym, jak i lokalnym, a tam nawet bardziej, wszystkie te siły skutecznie się przenikają, często tłumiąc wszelką krytykę i działając w poczuciu bezkarności. To czy prokurator generalny Andrzej Seremet rezygnując ze zmian mających na celu ograniczenie ścigania dziennikarzy ujawniających tajemnicę procesową (a więc czwartej władzy kontrolującej trzecią), działał pod wpływem Donalda Tuska, czy Donald Tusk zaakceptował taki stan rzeczy pod wpływem prokuratury, jest dyskusją czysto akademicką. Interes wielu ludzi władzy wykonawczej i sądowniczej jest w tej sytuacji tożsamy i sprzeczny z szerokim interesem państwa.</p>
<p><strong>Kody wykluczenia</strong></p>
<p>Prawdziwy problem jednak w tym, że chorzy są i lekarze-dziennikarze, i inne środowiska opiniotwórcze. Dla „liberalnej” lewicy, skupionej wokół „Gazety Wyborczej”, wolność słowa ogranicza się tylko do swoich, a kończy tam, gdzie zaczyna sfera jakiejkolwiek ostrzejszej polemiki czy krytyki lewicowych autorytetów. Kończy się tam, gdzie zaczynają się procesy wytaczane przez Adama Michnika swoim krytykom, jawnie okazywane radość i entuzjazm kiedy rynkowi konkurenci popadają w kłopoty, czy tracą pracę. A wspomniany guru intelektualny tego środowiska na łamach tygodnika „Wprost” wyznacza granice krytyki rządzących – może być ona szczegółowa, ale nie ogólna, tak by nie sprzyjała dopuszczeniu do władzy ideowej konkurencji.</p>
<p>A więc tak naprawdę mamy do czynienia z imitacją krytyki, jej udawaniem, bo tak naprawdę ma ona tylko sens wtedy, kiedy właśnie zagraża układowi władzy, gnając go do pracy. Najważniejszym motywatorem do „dobrej roboty” dla rządzących w państwie demokratycznym jest konkurencja. A tu mamy jasno powiedziane, że krytyka musi być tak zredukowana, by ta konkurencja nie mogła zagrozić rządzącym.</p>
<p>Równocześnie tworzone są kody pozwalające a priori wykluczyć niektóre tematy, uznać sam fakt zajmowania się nimi za naganny i personalnie skreślający autora, tak jak wspomniany Adam Michnik z góry skreślał grzebiących w niewygodnej historii naukowców z IPN, obsypując ich stekami obelg.</p>
<p>Tu możemy się nieco pocieszyć, że w krajach zachodnich lewicy udało się narzucić pod niektórymi względami dużo bardziej rygorystyczne takie „kody wykluczenia”. Tam dotyczą one jednak przede wszystkim spraw ideologiczno-obyczajowych, krytyki promocji homoseksualizmu, polityki imigracyjnej. Do tego dołączają poważne ograniczenia w przekazywaniu treści religijnych czy obyczajowych. U nas walkę o takie ograniczenia dopiero rozpoczęto. Dobrze się mają jednak inne obce Zachodowi, szczególnie Anglosasom. To wyjątkowa nerwowość wobec tych, którzy podważają korzenie III RP, czy uderzają w czołowych przedstawicieli jej elit, szczególnie tych uznanych za swoistych świeckich „świętych”.</p>
<p>Stąd nie dziwią trudne koleje losu dociekliwego historyka Pawła Zyzaka, ani fakt, że „Gazeta Wyborcza” równa Jana Pospieszalskiego do „rynsztoka”, bo ten śmiał podważać życiorys Bronisława Geremka. Autor tekstu Wojciech Czuchnowski używa oczywiście haseł „za moje pieniądze w telewizji publicznej”. Wniosek jest jasny – trzeba z TVP pozbyć się nielubianego przez Czuchnowskiego i jego mentora dziennikarza. Jak na wojnie totalnej, Pospieszalskiego trzeba wyeliminować, zawodowo zabić. Tu nie ma miejsca na zasady, które by obowiązywały wszystkich.</p>
<p><strong>Prawda zamiast uczciwości<br />
</strong><br />
Czas wrzucić kamyczek do własnego podwórka, bo bez tego obraz byłby niepełny. W wielu środowiskach polskiej prawicy wolność słowa była traktowana nieufnie. Wolne, często brutalne, niezależne media były postrzegane jako czynnik mogący rozsadzać konstrukcję państwową, czy być wykorzystywany przez wrogie siły. Stąd nadmiernie częste określanie innych mediów mianem polskojęzycznych czy dociekania ze strony lidera opozycji, czy dany dziennikarz jest „polski” czy „niemiecki” ze względu na kapitał właścicielski w mediach, w których pracuje. Mamy w Polsce problem z nadmierną koncentracją mediów i dużym udziałem obcego kapitału w naszym rynku. Ale robienie zdrajcy z każdego dziennikarza pracującego w medium, które należy do spółki, w której większość udziałów ma jakiś zagraniczny fundusz czy wydawca, jest skrajną niesprawiedliwością.</p>
<p>Równocześnie część sprowadzonej do narożnika prawicowej publicystyki także w odruchu samoobrony tworzy podwójny standard. Charakterystyczne jest, że publicyści z nią związani coraz rzadziej używają słowa „uczciwość”, a odwołują się do wartości absolutnej: „prawdy”. „Oni kłamią, my mówimy prawdę”. O ile uczciwość jest definiowalna, można sprawdzić czy dziennikarz dopełnił staranności, nie przekręcił faktów, to „prawda” jest z reguły w polityce nader arbirtralna. Kto mówi „prawdę” – zwolennicy podatku progresywnego czy liniowego? To po prostu dwa różne poglądy, a spierać się można o sprawiedliwość i efektywność tych rozwiązań. Ale odgórne określenie, kto jest za prawdą, a kto nie, pozwala ominąć wszelkie dylematy. I wskazać komu należy się respektowanie zasad, a komu nie. A przecież te zasady tylko w zastosowaniu do wszystkich mogą tworzyć realny obraz państwa, w którym wolność słowa jest powszechnie uznawaną zasadą.</p>
<p>Mimo że diagnoza mówiąca, iż „wolność słowa w Polsce jest zagrożona”, stała się dość powszechna, to sytuacja się pogarsza, a sama tego świadomość niewiele zmienia. Praźródło problemu tkwi w umysłach. Wolność słowa jest wartością, której Polacy, i elity, i społeczeństwo, są w stanie wyrzec się bez większego żalu. I bez świadomości, że nie jest ona wyalienowaną piękną idea, a konkretną gwarancją wszystkich pozostałych wolności, obowiązków i praw, które posiadają, i które składają się na ustrój ich republiki.</p>
<p><em>Wiktor Świetlik (ur. 1978), dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, publicysta „Uważam Rze”, prowadzi tygodnik publicystyczny „To robić!” wydawany przez „Super Express”. Pracę zaczynał w nieistniejącym już tygodniku „Nowe Państwo”, potem publikował m.in. we „Wprost”, „Polsce the Times”, „Fakcie” i „Rzeczpospolitej”. Autor jedynej na polskim rynku biografii obecnego prezydenta „Bronisław Komorowski. Pierwsza biografia niezależna”.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/01/niekochany-buldog-republiki-dlaczego-godzimy-sie-na-utrate-wolnosci-slowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

