﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rzeczy Wspólne</title>
	<atom:link href="http://www.rzeczywspolne.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.rzeczywspolne.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 16 May 2012 12:45:16 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Krzysztof Bosak vs. Krzysztof Iszkowski w Fundacji Schumana &#8211; dyskusja wokół RW#8!</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/krzysztof-bosak-vs-krzysztof-iszkowski-w-fundacji-schumana-dyskusja-wokol-rw8/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/krzysztof-bosak-vs-krzysztof-iszkowski-w-fundacji-schumana-dyskusja-wokol-rw8/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 12:27:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1717</guid>
		<description><![CDATA[Przedstawiciele Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana przeczytali ósmy numer i postanowiła zaprosić nas do dyskusji nad przyszłością Unii Europejskiej. Kameralne spotkanie, na które serdecznie zapraszamy, odbędzie się już w przyszły wtorek! W dyskusji udział wezmą przedstawiciele Fundacji Schumana i redaktorzy &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;.
Zapraszamy na otwartą dyskusję Krytycznie o Europie. Odbędzie się ona we wtorek, 22 maja 2012 roku, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/fundacja_schumana_2.jpg" rel="lightbox[1717]"><img class="alignleft size-full wp-image-1718" title="fundacja_schumana_2" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/fundacja_schumana_2.jpg" alt="" width="133" height="135" /></a>Przedstawiciele Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana przeczytali ósmy numer i postanowiła zaprosić nas do dyskusji nad przyszłością Unii Europejskiej. Kameralne spotkanie, na które serdecznie zapraszamy, odbędzie się już w przyszły wtorek! W dyskusji udział wezmą przedstawiciele Fundacji Schumana i redaktorzy &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;.<span id="more-1717"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Zapraszamy na otwartą dyskusję <em><strong>Krytycznie o Europie</strong></em>. Odbędzie się ona we wtorek, <strong>22 maja 2012 </strong>roku, w godz.9.30 – 11.00, w siedzibie Fundacji Schumana, Al. Ujazdowskie 37. Udział w spotkaniu wezmą: <strong>Krzysztofa Bosak </strong>(Fundacja Republikańska), <strong>Krzysztof Iszkowski </strong>(Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, doradca Janusza Palikota), <strong>Anna Radwan </strong>(Fundacja Schumana). Moderował będzie  <strong>Gert Roehrborn </strong>(Fundacja Schumana.)</p>
<p style="text-align: justify;">Punktem wyjścia do dyskusji są teksty Krzysztofa Bosaka „Wymyślić  Polskę w Europie na nowo“ („Rzeczy Wspólne“ nr 2(8)/2012) i Krzysztofa Iszkowskiego „Dylematy  integracji“ („Przegląd Polityczny“, nr 111, marzec 2012)  poświęcone modelowi europejskiemu.</p>
<p style="text-align: justify;">W jakim kierunku idzie współczesna debata europejska w Polsce? Jakie  argumenty przywołują dzisiaj eurosceptycy i co mają do zaoferowania?  Jaką strategię wzmocnienia Unii mają euroentuzjaści? Odpowiedzi na te pytania będziemy szukali na kameralnej dyskusji w Fundacji Schumana. Zainteresowanych udziałem prosimy o zgłoszenia do 18 maja na adres:   <a href="mailto:g.roehrborn@schuman.org.pl">g.roehrborn@schuman.org.pl</a></p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://schuman.pl/component/content/article/1871">Więcej na stronach Fundacji Schumana! </a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/krzysztof-bosak-vs-krzysztof-iszkowski-w-fundacji-schumana-dyskusja-wokol-rw8/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stawrowski, Wildstein, Karłowicz i Radziejewski wokół idei wspólnoty</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/stawrowski-wildstein-karlowicz-i-radziejewski-wokol-idei-wspolnoty/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/stawrowski-wildstein-karlowicz-i-radziejewski-wokol-idei-wspolnoty/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 May 2012 16:08:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1714</guid>
		<description><![CDATA[Redakcja &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;, Ośrodek Myśli Politycznej i Centrum Myśli  Jana Pawła II zapraszają na wieczór promocyjny najnowszej książki prof.  Zbigniewa Stawrowskiego pt.: &#8220;Wokół idei wspólnoty&#8221;. Książka ukazała się  pod patronatem kwartalnika &#8220;Rzeczy Wspólne&#8221;. W dyskusji udział wezmą:
prof. Zbigniew Stawrowski (UKSW, stały współpracownik &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;),
dr Dariusz Karłowicz (filozof, publicysta &#8220;Teologii Politycznej&#8221;),
red. Bronisław Wildstein [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/1pietro.jpg" rel="lightbox[1714]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1715" title="1pietro" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/1pietro-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Redakcja &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;, Ośrodek Myśli Politycznej i Centrum Myśli  Jana Pawła II zapraszają na wieczór promocyjny najnowszej książki prof.  Zbigniewa Stawrowskiego pt.: &#8220;Wokół idei wspólnoty&#8221;. Książka ukazała się  pod patronatem kwartalnika &#8220;Rzeczy Wspólne&#8221;. <span id="more-1714"></span>W dyskusji udział wezmą:<br />
prof. Zbigniew Stawrowski (UKSW, stały współpracownik &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;),<br />
dr Dariusz Karłowicz (filozof, publicysta &#8220;Teologii Politycznej&#8221;),<br />
red. Bronisław Wildstein (pisarz, publicysta &#8220;Uważam Rze&#8221;),<br />
red. Bartłomiej Radziejewski (publicysta, redaktor naczelny &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;.</p>
<p>Wydany nakładem Ośrodka Myśli Politycznej zbiór esejów prof. Zbigniewa  Stawrowskiego próbuje zmierzyć się z z odwiecznymi problemami filozofii  politycznej dotyczącymi kształtu i funkcjonowania społeczeństwa. Autor  analizuje dzieła wielkich myślicieli – Platona, Arystotelesa, Hobbesa i  Hegla, ale także odnosi się do współczesnych problemów, jak chociażby  idei „Solidarności”. Książka Stawrowskiego pokazuje jak problemy, z  którymi mierzyli się klasycy nie tracą na aktualności, lecz nadal  kształtują społeczną rzeczywistość wbrew życzeniom wyznawców  postpolityki. <a href="http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/pod-naszym-patronatem-nowa-ksiazka-prof-stawrowskiego-%E2%80%9Ewokol-idei-wspolnoty%E2%80%9D/#more-1656">Czytaj więcej</a>.</p>
<p>Spotkanie odbędzie się we wtorek 22 maja o godzinie 18.00 w sali  konferencyjnej Centrum Myśli Jana Pawła II &#8220;1Piętro&#8221; (ul. Foksal 11).  Serdecznie zapraszamy!</p>
<p>W trakcie spotkania będzie można nabyć promowaną książkę, a także najnowszy i archiwalne numery &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/stawrowski-wildstein-karlowicz-i-radziejewski-wokol-idei-wspolnoty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Radziejewski: Pyjas i sprawiedliwość (systemowo) niedokonana</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/radziejewski-pyjas-i-sprawiedliwosc-systemowo-niedokonana/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/radziejewski-pyjas-i-sprawiedliwosc-systemowo-niedokonana/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 May 2012 06:51:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Bartłomiej Radziejewski]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta Polska Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys III RP]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Pyjas]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1711</guid>
		<description><![CDATA[Ze sprawy Pyjasa – i wszystkich innych, które ona symbolizuje – płynie jeden zasadniczy wniosek. Nie będzie w Polsce sprawiedliwości dopóty, dopóki nie zbudujemy nowego, sprawiedliwego państwa.
Po 35 latach od tragicznej śmierci Stanisława Pyjasa oddalają się nadzieje na wyjaśnienie sprawy i  ukaranie winnych. Przeszło dwie dekady po dowiedzeniu, że niepokorny student Uniwersytetu Jagiellońskiego został [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/04/220px-Gazetapolskacodziennielogo.png" rel="lightbox[1711]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1642" title="220px-Gazetapolskacodziennielogo" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/04/220px-Gazetapolskacodziennielogo-150x150.png" alt="" width="150" height="150" /></a>Ze sprawy Pyjasa – i wszystkich innych, które ona symbolizuje – płynie jeden zasadniczy wniosek. Nie będzie w Polsce sprawiedliwości dopóty, dopóki nie zbudujemy nowego, sprawiedliwego państwa.</p>
<p>Po 35 latach od tragicznej śmierci Stanisława Pyjasa oddalają się nadzieje na wyjaśnienie sprawy i  ukaranie winnych. Przeszło dwie dekady po dowiedzeniu, że niepokorny student Uniwersytetu Jagiellońskiego został zakatowany słyszymy od wrocławskich biegłych, że przyczyną jego śmierci mógł być upadek ze schodów.<span id="more-1711"></span></p>
<p>W wyjaśnianiu okoliczności tego dramatu znacznie większe zasługi mają – co słusznie podkreśla publicysta i przyjaciel Pyjasa Bronisław Wildstein – dziennikarze niż prokuratura i IPN. Jednak wysiłki niektórych mediów oraz rodziny i przyjaciół zamordowanego, jakkolwiek chwalebne i skuteczne, nigdy nie zastąpią nam wymiaru sprawiedliwości.</p>
<p>Ten zaś, cofając się w ustaleniach o dziesięciolecia, niebezpiecznie blisko 1989 r., parodiuje sam siebie. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której wolna, niekomunistyczna Polska nie potrafi się uporać z wyjaśnieniem prostej sprawy kryminalnej, będącej zarazem jednym z najgłośniejszych zabójstw politycznych PRL-u?</p>
<p>To pseudośledztwo jest symboliczne i wymowne. Mówi nam smutną prawdę nie tylko o Pyjasie, ale też o tym, jakie jest miejsce sprawiedliwości w III Rzeczypospolitej. Czyż w rozczarowaniu rodziny i przyjaciół „zamordowanego przez komunistów” – jak mówi pamiątkowa tablica przy ul. Szewskiej w Krakowie, gdzie składają mu wieńce, a jednocześnie słuchać muszą bredni o „upadku ze schodów” – nie możemy zobaczyć goryczy milionów Polaków, którzy po 1989 r. chcieli dekomunizacji i lustracji, ale nigdy tak naprawdę ich się nie doczekali? Czyż nie widzimy w nich zawodu tysięcy innych rodzin, które straciły bliskich, wolność, własność i życiowe szanse w wyniku komunistycznych zbrodni, a wierzyły, że III RP im te krzywdy wynagrodzi?</p>
<p>Przebieg śledztwa w sprawie śmierci Pyjasa jest symboliczny, bo poprzez brak wyjaśnienia  odsłania fałsz podstawowej obietnicy politycznej III RP, jaką było odwrócenie budowanej przez pół wieku niesprawiedliwości. Spyta ktoś, dlaczego nie mielibyśmy traktować tej tragedii jako pojedynczego przypadku, niedotyczącego w żaden sposób rzesz Polaków zadowolonych z grillowania w domach kupionych w ostatnich latach. Rzecz nie w tym, że to przypadek nieodosobniony. Odpowiedzi dostarcza filozofia polityczna.</p>
<p>Od starożytnej Grecji po czasy współczesne centralnym zagadnieniem filozofii politycznej jest właśnie wprowadzanie w życie zasad sprawiedliwości, czyli „oddawania każdemu tego, co mu się należy”. Na tym od czasów Platona polega najgłębszy i najbardziej podstawowy sens polityki. Wspólnota, która nie potrafi sprostać temu zadaniu, skazana jest na nieszczęście i zagrożenie rozpadem.</p>
<p>Z tej perspektywy III RP nie jest rzeczą pospolitą, ponieważ nie dokonała realnego zerwania z systemem, na którego zaprzeczeniu zbudowała uzasadnienie swojego istnienia. Symbolicznemu przełomowi roku 1989 towarzyszyło wygodne rozgoszczenie się dawnych komunistów w nowych elitach politycznych, administracyjnych i gospodarczych. Jak wyliczył socjolog prof. Jacek Wasilewski, po dziesięciu latach transformacji nowy establishment okazał się w 80 proc. starym establishmentem. Obozowi przeciwników radykalnych zmian (a budowa sprawiedliwego ładu wymaga radykalizmu) dało to w nieuchronny sposób siłę wystarczającą do zablokowania każdej poważniejszej reformy. W rezultacie już od ponad dwudziestu lat żyjemy jako wspólnota polityczna w permanentnym rozdwojeniu jaźni. Z jednej strony rewolucja, nowe państwo i dziejowa sprawiedliwość, z drugiej reprodukcja, stare układy i sprawiedliwość wciąż niedokonana. Jeśli dochodzenie w sprawie śmierci Pyjasa jest śledztwem tylko z nazwy, to dlatego, że nasze państwo tylko z nazwy jest republiką. Nic dziwnego więc, że tak samo jest z setkami innych śledztw (w tym smoleńskim) i spraw. Państwo niesprawiedliwe nie gwarantuje nikomu tego, co mu się należy.</p>
<p>Tekst ukazał się w Gazecie Polskiej Codziennie w dniu 10.05.2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/radziejewski-pyjas-i-sprawiedliwosc-systemowo-niedokonana/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Odpowiadamy NCzasowi!: Potrzebujemy czytelników, nie dotacji</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/odpowiadamy-nczasowi-potrzebujemy-czytelnikow-nie-dotacji/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/odpowiadamy-nczasowi-potrzebujemy-czytelnikow-nie-dotacji/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 May 2012 11:31:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[dotacje]]></category>
		<category><![CDATA[mkidn]]></category>
		<category><![CDATA[najwyższy czas]]></category>
		<category><![CDATA[nczas!]]></category>
		<category><![CDATA[Trudnowski]]></category>
		<category><![CDATA[wspieraj]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1708</guid>
		<description><![CDATA[Redaktor Jakub Wozinski w tekście Podatkożerna prawica (NCzas!, nr 15-16/2012) zwrócił uwagę na problem konsekwentnej ingerencji państwa w rynek wydawniczy za pomocą dotacji dla czasopism i książek o tematyce społeczno-politycznej. Poczynił jednocześnie sporo zarzutów rozmaitym środowiskom prawicowym twierdząc, iż „coroczna lista udzielonych grantów aż roi się od wydawnictw i pism prawicowych, które są bezpośrednio związane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/mkidn.jpg" rel="lightbox[1708]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1448" title="mkidn" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/02/mkidn-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Redaktor Jakub Wozinski w tekście <em>Podatkożerna prawica </em>(<em>NCzas!,</em> nr 15-16/2012) zwrócił uwagę na problem konsekwentnej ingerencji państwa w rynek wydawniczy za pomocą dotacji dla czasopism i książek o tematyce społeczno-politycznej. Poczynił jednocześnie sporo zarzutów rozmaitym środowiskom prawicowym twierdząc, iż „coroczna lista udzielonych grantów aż roi się od wydawnictw i pism prawicowych, które są bezpośrednio związane z PiS-em”.<span id="more-1708"></span> Szkoda, że prezentując krystaliczne z punktu widzenia libertariańskiej ortodoksji stanowisko nie poświęcił kilku minut, by przeanalizować dane na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i sprawdzić, które tytuły rzeczywiście należą do grona beneficjentów systemu grantowego. Pomówił tym samym kilka tytułów – w tym wydawane przez Fundację Republikańską „Rzeczy Wspólne” &#8211; które funkcjonują nie na państwowym garnuszku, ale dzięki rzeszom czytelników, prenumeratorów i darczyńców.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pismo niedotowane</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Czytelnikom „NCzasu!” – a wiemy, że wśród nich jest zarówno wielu czytelników „Rzeczy Wspólnych”, jak i sympatyków i darczyńców Fundacji Republikańskiej &#8211; należy się więc kilka słów wyjaśnienia. Po pierwsze nasz republikański kwartalnik w swojej historii nie otrzymał złotówki z pieniędzy publicznych. Nie ukrywamy, że terminowe wydawanie pisma na zepsutym wielotysięcznymi grantami rynku jest dla nas ogromnym wysiłkiem, ale i powodem do dumy. Z pewnością nie bylibyśmy w stanie istnieć, gdyby nie konsekwentne i – co najważniejsze &#8211; dobrowolne wsparcie prenumeratorów i darczyńców. Ci nierzadko miesięcznie przeznaczają na wsparcie naszego tytułu wielokrotność tego, co musieliby zapłacić raz na kwartał chcąc czytać „Rzeczy Wspólne”. W każdym numerze pisma podkreślamy, że istnieje ono tylko i wyłącznie dzięki konsekwentnej postawie czytelników i dobrej woli darczyńców Fundacji. Gdyby redaktor Wozinski zerknął choć na okładkę „Rzeczy Wspólnych” znalazłby umieszczoną zaraz obok ceny informację, iż pismo jest niedotowane. Nie może dziwić, że nie mając „Rzeczy Wspólnych” w rękach jedyne słowa komentarza, na jaki było go stać to stwierdzenie, iż to (nieotrzymywane) dotacje z MKiDN są powodem „wysokiego sceptycyzmu co do idei libertariańskich”.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Realnie na rzecz wolności</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem podejście do libertariańskich pryncypiów w redakcji „Rzeczy Wspólnych” rzeczywiście jest inne, niż prezentowana często na łamach „NCzasu!” bezkrytyczna apologetyka tego systemu wartości. Nasza postawa wynika z tego, że wbrew dominującym zarówno na konserwatywno-liberalnej prawicy jak i tzw. „Nowej Lewicy” trendom nie chcemy bezmyślnie kopiować obcych wzorców, ale szukać inspiracji w polskiej tradycji myślenia o polityce i państwie. Tak się składa, że właśnie zapomniana polska myśl republikańska jest skarbnicą myślenia wolnościowego. Tym jednak różni się od libertariańskiego indywidualizmu w jego zachodnim wydaniu, że idee obywatelskiej wolności i oddolnej samoorganizacji poddane są klasycznym rygorom prawdy i dobra.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu zakładając Fundację Republikańską postawiliśmy sobie za cel stworzenie przestrzeni współpracy dla różnych prawicowych organizacji obywatelskich, które skupiając się różnych aspektach życia publicznego (jakość stanowionego w Polsce prawa, deregulacja, wolność gospodarcza, podmiotowość Rzeczpospolitej w relacjach ze strukturami ponadnarodowymi, tradycyjny model rodzinny, ochrona życia od poczęcia etc.) są gotowe wspierać się wzajemnie w pracy na rzecz dobra wspólnego wszystkich obywateli. Działamy w przekonaniu, że wyrwanie jednej dziedziny życia z rąk omnipotentnych urzędników jest działaniem skuteczniejszym, niż stanie na stanowisku iż wszystko należy czym prędzej sprywatyzować i zderegulować, a polityka małych kroków to wręcz współudział w socjalistycznej zbrodni. Życzliwe przyjęcie przez rządzących i opozycję postulatu otwarcia dostępu do 380 zamkniętych w Polsce zawodów czy tworzenie się szerokiej i międzyśrodowiskowej koalicji na rzecz deregulacji zbiórek publicznych ograniczających rozwój filantropii i innowacyjnej przedsiębiorczości w Polsce to krzepiące dla nas przykłady tego, że przestrzeń wolności w Polsce można poszerzać przyjmując jednocześnie reguły gry obowiązujące w realnej polityce.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Uczciwa konkurencja?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Właśnie realizm sprawił, że dwukrotnie wzięliśmy udział w konkursie na dofinansowanie wydawania „Rzeczy Wspólnych”. Choć sprzedaż naszego pisma stale rośnie i coraz częściej jesteśmy postrzegani jako najprężniejszy obok „Frondy” kwartalnik polskiej prawicy, to dwukrotnie urzędnicze komisje w MKiDN nie przyznały nam ani złotówki spośród 3,5 miliona złotych kierowanych rokrocznie na wsparcie czasopism kulturalnych i społeczno-politycznych. Czytelnikom „NCzasu!” nie trzeba tłumaczyć, że regulacyjno-kapitalistyczna hybryda III RP z wolnym rynkiem ma niewiele wspólnego. Chcąc w tym systemie funkcjonować trzeba dostosowywać się do jego realiów nawet wówczas, gdy głośno postulujemy ich zmianę punktując wynikające zeń patologie. Racjonalny wydawca pisma musi  mieć na względzie fakt, że jeżeli 80% konkurencyjnych tytułów może liczyć rocznie na bonusowe minimum kilkadziesiąt tysięcy złotych, to niewzięcie udziału w konkursie grantowym byłoby dla tytułu zwykłą niegospodarnością. Ostatecznie dotacje dla „Krytyki Politycznej”, „Przeglądu Politycznego” czy „Tygodnika Powszechnego” fundowane są przecież również z podatków płaconych przez czytelników „Rzeczy Wspólnych” i „NCzasu!”. Trudno nie wykonać w tej sytuacji minimum pracy, by odebrać wydawniczemu mainstreamowi „co nasze”.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie zmienia to faktu, że konsekwentnie krytykujemy rozrastający się system redystrybucji w kulturze i życiu społecznym i postulujemy jego radykalną reformę (w wersji realistycznej) lub całkowitą likwidację (w wersji idealistycznej). Bez wątpienia nie umknęło to uwadze decydującym o odmowie  dofinansowania urzędnikom Ministerstwa Kultury, a nawet redaktorom „NCzasu!” cytującym niegdyś na łamach tygodnika fragmenty wywiadu z kontrowersyjną grupą artystyczną The Krasnals, która na naszych łamach opowiedziała się za likwidacją dotacji dla sztuki nowoczesnej. Szkoda, że redaktor Wozinski nie miał w sobie tyle uczciwości, by wziąć do ręki niedotowane pismo i zapoznać się z jego treścią.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatecznie redaktor Wozinski zaapelował w swoim tekście do „wszystkich zwolenników uczciwej konkurencji” o „bojkot wymienionych w artykule gazet” – w tym również „Rzeczy Wspólnych”. Nie pozostaje nam nic innego, by zamiast zachęcać do bojkotu jakichkolwiek tytułów zachęcić czytelników i redaktorów „NCzasu!” do wnikliwej lektury tych pism, które radzą sobie bez dotacji i rozważyć możliwość ich wsparcia dołączając do grona stałych czytelników, prenumeratorów czy darczyńców. „Rzeczy Wspólne” liczą na Was, a nie na Wasze podatki.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Piotr Trudnowski</strong>, członek redakcji „Rzeczy Wspólnych”</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Tekst ukazał się w <a href="http://nczas.com/spis-tresci/numer-17-1144-z-21-04-2012/">tygodniku Najwyższy Czas! 21 kwietnia 2012 r.</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/odpowiadamy-nczasowi-potrzebujemy-czytelnikow-nie-dotacji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szatkowski: Polska na strategicznym rozdrożu</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/szatkowski-polska-na-strategicznym-rozdrozu/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/szatkowski-polska-na-strategicznym-rozdrozu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 20:16:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[rozdroże]]></category>
		<category><![CDATA[strategia]]></category>
		<category><![CDATA[Szatkowski]]></category>
		<category><![CDATA[unia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1704</guid>
		<description><![CDATA[Przez dwie dekady zasadniczym punktem odniesienia naszej polityki bezpieczeństwa było członkostwo w NATO i w Unii Europejskiej. Obecnie sytuacja zmusza nas do bardziej samodzielnego i kreatywnego definiowania celów i instrumentów w tej sferze. Stawką jest bezpieczeństwo nie tylko naszego kraju, ale i reszty naszego regionu, oraz przyszłość więzi transatlantyckich.
O zmianie amerykańskiej polityki obronnej pisałem już w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/zsre.jpg" rel="lightbox[1704]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1706" title="zsre" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/zsre-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Przez dwie dekady zasadniczym punktem odniesienia naszej polityki bezpieczeństwa było członkostwo w NATO i w Unii Europejskiej. Obecnie sytuacja zmusza nas do bardziej samodzielnego i kreatywnego definiowania celów i instrumentów w tej sferze. Stawką jest bezpieczeństwo nie tylko naszego kraju, ale i reszty naszego regionu, oraz przyszłość więzi transatlantyckich.<span id="more-1704"></span></p>
<p>O zmianie amerykańskiej polityki obronnej pisałem już w artykule „Militarne strategie Chin i USA” („Nasz Dziennik”, 2 marca br.). Składa się na nią nie tylko redukcja wydatków, ale i zmiana jej celów. Same cięcia, według obecnych zamierzeń, obejmujące w ujęciu rocznym 6-7 proc. obecnej wysokości budżetu Pentagonu, nie uzasadniają wiązanych z nimi zmian strategicznych. Wydatki obronne (uwzględniając inflację) wciąż będą wyższe niż przed „wojną z terrorem”, a przecież zbiegną się także z redukcją olbrzymich wydatków na misję afgańską. Pomimo to następuje jednak redukcja „poziomu ambicji” amerykańskiej polityki obronnej. Dotychczasowy dogmat gotowości wygrania dwóch równoległych dużych wojen zostaje zastąpiony dążeniem do wygrania jednej dużej wojny wraz z towarzyszącą jej zdolnością do (jedynie) utrzymania zadań defensywnych w drugim, równoległym konflikcie. Taka konsekwencja wiąże się najwyraźniej ze wzrostem potencjału ewentualnych dużych przeciwników. Na potencjalnej liście jest ich wielu, m.in. Iran czy Rosja, ale głównym z nich staje się Państwo Środka, które według estymacji „The Economist” w perspektywie dwóch dekad może stać się liderem światowych wydatków obronnych, a już obecnie jego potęga blokuje swobodę działania amerykańskiej marynarki w kluczowym rejonie wybrzeża Azji Południowo-Wschodniej. Wycofanie dwóch brygadowych zespołów bojowych z Europy, udział „z tylnego siedzenia” w operacji w Libii oraz przecieki dotyczące planów obrony dla wschodniej flanki NATO wzbudzają uzasadniony niepokój, iż Europa może stać się tym drugorzędnym, defensywnym kierunkiem strategicznym.</p>
<p><strong>Erozja bezpieczeństwa w Europie</strong></p>
<p><strong></strong>Eksperci zwracają uwagę, że w związku z ważnym przewartościowaniem w amerykańskiej polityce obronnej musimy znaleźć nowy sposób na naszą wartość w relacjach z naszym największym sojusznikiem. Profesor Andrew Michta, szef warszawskiego oddziału German Marshall Fund, podkreśla, że Polska powinna podjąć aktywną rolę w europejskich i regionalnych wymiarach współpracy obronnej. Powinna też uczynić swoje siły zbrojne bardziej pożądanym partnerem dla Stanów Zjednoczonych.</p>
<p>Złożoność niepokojących czynników w naszym otoczeniu bezpieczeństwa utrudnia jednak znalezienie łatwej recepty na to wyzwanie. Do transatlantyckich aspektów zmiany naszego otoczenia bezpieczeństwa dochodzą bowiem dwa kolejne niepokojące sygnały. Pierwszym z nich jest fiasko nadziei na budowę naszej „drugiej polisy bezpieczeństwa” w ramach europejskiej polityki obronnej. Państwa Unii nie zgodziły się na konkretyzację w trakcie polskiej prezydencji zawartej w traktacie lizbońskim dość mgławicowej klauzuli o wzajemnej pomocy. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest także brak zgody wszystkich państw członkowskich Unii dla budowy niezależnego od NATO zaplecza dowódczego dla jej operacji wojskowych. To, że Unia nie stanie się dla nas drugą polisą bezpieczeństwa, nie powinno jednak dziwić, jeśli pamiętamy, że na jej forum dają o sobie znać istotne, nie mitygowane obecnością „wujka zza oceanu” różnice w postrzeganiu zagrożeń i interesów. Jaskrawym przykładem może być sytuacja, w której czołowe potęgi Unii pomagają sąsiedniemu niedemokratycznemu mocarstwu w uzyskaniu zdolności do szantażu energetycznego innych członków. Jednocześnie sprzedają temu samemu mocarstwu technologie oraz know-how umożliwiające odrodzenie jego coraz agresywniejszej potęgi militarnej. Co więcej, upatrywanie użytecznych sojuszników nawet wśród naszych największych zachodnich sąsiadów ma malejący sens w związku z postępującą redukcją ich potencjału militarnego. Państwa te uczyniły swoje budżety obronne opcją pierwszego wyboru wobec konieczności zaciskania pasa. W efekcie nawet Niemcy dysponują dziś mniejszą liczbą czołgów w linii niż Polska. Drugi z czynników wiąże się właśnie ze wspomnianym wzrostem potęgi wschodniego sąsiada. Przejawem powrotu do potęgi Rosji jest nie tylko rytualne straszenie nas rozmieszczeniem rakiet taktycznych w okolicy Kaliningradu. W ostatnim czasie w wyniku kontynuowanego wzrostu wydatków i wysiłku reformatorskiego dochodzi do znacznego wzrost gotowości bojowej jednostek (zarówno w zakresie wyposażenia technicznego, jak i wyszkolenia), w tym przede wszystkim w sąsiadującym z nami Zachodnim Okręgu Wojskowym. Ewoluuje także rosyjska strategia obronna, która całkiem oficjalnie zakłada większą elastyczność użycia siły militarnej. Ten stan rzeczy jest od dłuższego czasu nazywany po imieniu nie tylko przez niektórych amerykańskich czy brytyjskich analityków, ale i przez nasz rodzimy, niewątpliwie profesjonalny Ośrodek Studiów Wschodnich.</p>
<p><strong>Szklanka jest (przynajmniej na razie) do połowy pełna</strong></p>
<p>Mamy więc symptomy kryzysu naszych niektórych relacji sojuszniczych, którym – co gorsza – towarzyszy wzrost potencjalnego zagrożenia. Oczywiście, gwoli obiektywizmu, nie można, przynajmniej na razie, postrzegać sytuacji w całkowicie czarnych barwach, szczególnie w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych. W efekcie cięć, o ile nie zajdzie konieczność ich dalszego zwiększenia, spadnie oczywiście wielkość zakupów nowoczesnego sprzętu, ale zastąpią je wydatki na inne zaawansowane technologie umożliwiające lotnictwu i marynarce USA zdalne uderzenie na przeciwnika. Ułatwią one pokonanie dużego, klasycznego przeciwnika, co będzie także korzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Ten trend oznacza także zakończenie trwającej od 11 września 2001 roku „mody´´ na zdolności przeciwpartyzanckie i okupacyjne. Efektem powinien być większy wachlarz amerykańskich opcji militarnych w razie kryzysowej sytuacji na wschodniej flance Sojuszu. Nawet jeśli zabrakłoby amerykańskich oddziałów na lądzie, potężna zdolność do zdalnego rażenia przeciwnika z morza i powietrza, wsparcie wywiadowcze, rozpoznawcze i logistyczne może być bardzo skutecznym „enabling factor” (czynnikiem umożliwiającym) obrony Europy.</p>
<p>Inny korzystny aspekt naszych relacji transatlantyckich to ciągła użyteczność NATO. Jest to wciąż najpoważniejszy element naszego systemu bezpieczeństwa. Oprócz niedoskonałych, ale już dość konkretnych zobowiązań w planach obrony terytoriów państw członkowskich posiada zaplecze dowódcze, sprawdzone procedury i szereg własnych wyspecjalizowanych służb. Fakt, że w listopadzie 2010 r. w Lizbonie zdecydowano się m.in. odświeżyć zadania obrony terytorium państw członkowskich i rozszerzono katalog zadań Sojuszu, pokazuje, że utrzymanie spójności i wiarygodności NATO powinno być dla nas bardzo istotne. Tym niemniej w najbliższym czasie mogą zajść procesy, które zniweczą i te pozytywy. Testem na wiarygodność naszego transatlantyckiego sojuszu będzie zarówno decyzja odnośnie do taktycznej broni nuklearnej w Europie, jak zakres i charakter ćwiczeń NATO o kryptonimie „Steadfest Jazz”, które mają się odbyć na jesieni 2013 r. w Polsce i w państwach nadbałtyckich. Ich celem będzie przećwiczenie scenariusza sojuszniczej pomocy na wschodniej flance (co może być rozumiane jako swoista odpowiedź na tegoroczną edycję białorusko-rosyjskich ćwiczeń „Zapad”). W świetle ostatnich zaskakujących przejawów dobrej chemii pomiędzy administracją Obamy i Putina należy też z uwagą śledzić losy polskiej części projektu tarczy rakietowej oraz konsekwencje wynikające z amerykańsko-rosyjskiego porozumienia energetycznego. Dotychczasowe napięcia związane z konkurencją wokół złóż arktycznych korzystnie wpływały choćby na zakulisowe amerykańskie wsparcie dla rozwijającej się współpracy obronnej państw nordyckich, bałtyckich i Wielkiej Brytanii (w której wielu chciało także widzieć Polskę).</p>
<p><strong>Szukając sojuszników w sąsiedztwie</strong></p>
<p>Jakie są więc wnioski z zaistniałej sytuacji dla polskiej polityki bezpieczeństwa? Biorąc pod uwagę wymienione eksperckie sugestie, zgadzam się, iż Polska powinna być aktywna w wielu konstelacjach współpracy obronnej. Jest to ważne dla zwiększenia naszej atrakcyjności jako państwa, które jest w stanie wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo sąsiedztwa i być liderem dla innych. Nie widzę jednak istotnej, oprócz wizerunkowej, wartości mającej wyniknąć dla naszego twardego bezpieczeństwa z aktywizmu w sferze europejskiej polityki obronnej. Ten aspekt polityki Unii chyba już na zawsze pozostanie obszarem bardziej dyskusji niż akcji, i to raczej dotyczących dalekich od klasycznej wojny operacji reagowania kryzysowego.</p>
<p>Perspektywiczną opcją jest za to aktywny udział w regionalnych projektach współpracy obronnej. Te „wyspy kooperacji” są potencjalnie bardziej spójne niż formalne sojusze, gdyż łączy je podobieństwo kultury strategicznej i interesów. Ich narodziny wynikają w pewnym stopniu z symptomów słabości NATOczy Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony UE. Regionalne inicjatywy kooperacji nie muszą jednak oznaczać erozji tych organizacji, ale wręcz przeciwnie – mogą im pomagać wypełniać pewne zadania. Pozytywnym przejawem takiego podejścia jest powrót Polski do idei współpracy obronnej w ramach Czwórki Wyszehradzkiej. Polska występuje w niej jako lider grupy państw, która zaczyna nie tylko artykułować swoje wspólne interesy na forum NATO, ale i myśli o budowaniu wspólnych zdolności obronnych. „V4″ ma też istotną wartość jako potencjalny zaczyn szerszej współpracy na osi północ – południe. Niestety, nie ma wciąż istotnych sygnałów świadczących o większym zainteresowaniu Polski współpracą z państwami nordyckimi. Nasze interesy bezpieczeństwa są dość zbieżne z północnymi sąsiadami, a zdolności obronne tej grupy państw znacznie poważniejsze niż naszych partnerów z południa.</p>
<p><strong>Nie jesteśmy skazani na słabość</strong></p>
<p>Najważniejszym pytaniem jest jednak, jak zaistniała zmiana kontekstu geopolitycznego powinna wpłynąć na kształt naszych sił zbrojnych.<br />
Przede wszystkim powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, co widzą zagraniczni obserwatorzy, tj. że jest nas stać na dość silne wojsko. Z uwagi na wielkość kraju i rosnące PKB siła militarna Polski jest niebagatelnym czynnikiem dla bezpieczeństwa naszego regionu. Już obecnie wydajemy na obronność o połowę więcej niż świetnie przygotowana do swej obrony Finlandia, i tylko o jedną trzecią mniej niż taka potęga jak Izrael. Będąca pozytywnym wyjątkiem w Europie ustawowo ustalona relacja wydatków obronnych wobec PKB nie zdążyła jednak jeszcze przynieść bardzo wymiernych owoców. Większość z tego wzrostu zostało „zjedzone” przez misje zagraniczne, garb wydatków socjalnych, a także zmarnowane przez niesprawność resortu obrony narodowej. MON musi się wciąż uczyć budowania racjonalnej długoterminowej polityki zbrojeniowej, a rząd łączenia interesów militarnych z gospodarczymi.</p>
<p>Ważne są jednak priorytety tych wydatków. Wypada zgodzić się ze wspomnianą sugestią profesora Michty, aby odbudowując swoje zdolności obronne, Polska nie zaniedbała zdolności do bycia wartościowym sojusznikiem USA. Inaczej jednak rozłożyłbym akcenty. Amerykański politolog stawia Polsce za wzór Zjednoczone Królestwo. Strategia Wielkiej Brytanii od czasu kryzysu sueskiego w 1956 r. zakłada utrzymanie pozycji międzynarodowej poprzez wpływanie swą zdolnością współdziałania militarnego na politykę Stanów Zjednoczonych. W utrzymaniu tej zdolności współdziałania, oprócz czynników kulturowych, Brytyjczykom pomaga jednak fakt, iż ich naturalną strategią jest rola zdolnej do dalekich działań potęgi morskiej. Większość krajów potrzebuje trochę innych zdolności do klasycznej obrony terytorium niż do dalekich misji – w rodzaju afgańskiej. Wielka Brytania nie potrzebuje się tym martwić, gdyż jest wyspą, a przede wszystkim dlatego, iż ma własny nuklearny potencjał odstraszający. Polska musi więc przyjąć trochę inną strategię niż Wielka Brytania, zwracając większą uwagę na lądowy charakter potencjalnego zagrożenia. Odbudowa naszego potencjału do obrony kraju nie musi jednak oznaczać zmniejszenia naszej przydatności jako sojusznika. Wojsko, które będzie w stanie obronić nasze terytorium, będzie mogło także skuteczniej przyjść z pomocą innym sąsiadującym z nami członkom NATO, jak choćby państwom bałtyckim. Z punktu widzenia Amerykanów powinno to oznaczać zdjęcie z głowy części „problemu”. Oczywiście wpływu na decyzje Amerykanów nie uzyska się bez zdolności współdziałania w szerokim zakresie zadań bojowych. Skupianie się wyłącznie na „własnym podwórku” bądź też całkowita specjalizacja na tych, którzy bronią lądowej granicy NATO, i na tych, którzy działają poza jego obszarem, nie wpływałoby pozytywnie także na spoistość Sojuszu. Roztropność nakazuje jednak, aby myśląc o naszych siłach możliwych do użycia poza obszarem traktatowym Paktu, brać pod uwagę ich użyteczność do scenariusza samodzielnej obrony. Nie musi to być sprzeczne z bardziej uniwersalną nauką, którą warto przejąć od Brytyjczyków. Ich doświadczenia wskazują, że chcąc mieć wpływ na rozwiązania polityczne operacji międzynarodowej, powinniśmy być zdolni do wzięcia udziału w jej najbardziej bojowej fazie, a nie tylko w będących ich następstwem działaniach stabilizacyjnych. Sprecyzowanie, jaki dokładnie powinien być „mix” naszych zdolności obronnych, wykracza oczywiście poza ramy tego artykułu. Te kwestie powinny być jednak tematem poważnej politycznej, eksperckiej i publicystycznej dyskusji. Takie podejście nie jest motywowane fanaberią oderwaną od „realnych” problemów dnia codziennego, ale stawką utrzymania warunków do swobodnego osiągania aspiracji nie tylko naszego Narodu, ale i całego sąsiadującego regionu.</p>
<p><em>Tekst ukazał się 5 maja 2012 <a href="http://naszdziennik.pl/index.php?dat=20120505&amp;typ=my&amp;id=my03.txt">na łamach „Naszego Dziennika”.</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/szatkowski-polska-na-strategicznym-rozdrozu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kluby Republikańskie w natarciu: Radziejewski w Sokołowie</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/kluby-republikanskie-w-natarciu-radziejewski-w-sokolowie/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/kluby-republikanskie-w-natarciu-radziejewski-w-sokolowie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 16:01:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1698</guid>
		<description><![CDATA[W czwartek 10 maja odbędzie się kolejne wyjazdowe spotkanie &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;. Tym razem gospodarzem będzie Klub Republikański w Sokołowie Podlaskim, a miasto odwiedzi redaktor naczelny Bartłomiej Radziejewski.

Spotkanie, które rozpocznie się o godzinie 18:00 w  Liceum Salezjańskim przy parafii św.Jana Bosco przy ulicy Sadowej 2, połączone będzie z  pokazem  filmu Fundacji Republikańskiej pt: &#8220;To [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/sokolow.jpg" rel="lightbox[1698]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1699" title="sokolow" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/sokolow-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>W czwartek 10 maja odbędzie się kolejne wyjazdowe spotkanie &#8220;Rzeczy Wspólnych&#8221;. Tym razem gospodarzem będzie Klub Republikański w Sokołowie Podlaskim, a miasto odwiedzi redaktor naczelny Bartłomiej Radziejewski.</p>
<p><span id="more-1698"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Spotkanie, które rozpocznie się o godzinie 18:00 w  Liceum Salezjańskim przy parafii św.Jana Bosco przy ulicy Sadowej 2, połączone będzie z  pokazem  filmu Fundacji Republikańskiej pt: &#8220;To nie jest kraj dla  młodych  ludzi&#8221;. Po pokazie odbędzie się dyskusja z udziałem naczelnego.</p>
<p style="text-align: justify;">Zachęcamy również do zapoznania się z informacją prasową na stronie <a href="http://www.gazetasokolowska.pl/content/view/5571/29/">Gazety Sokołowskiej</a>. Serdecznie zapraszamy!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/kluby-republikanskie-w-natarciu-radziejewski-w-sokolowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polecamy wystawę &#8220;Pod wspólnym niebem. Rzeczpospolita wielu narodów, wyznań, kultur&#8221;</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/polecamy-wystawe-pod-wspolnym-niebem-rzeczpospolita-wielu-narodow-wyznan-kultur/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/polecamy-wystawe-pod-wspolnym-niebem-rzeczpospolita-wielu-narodow-wyznan-kultur/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 19:07:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[królewski]]></category>
		<category><![CDATA[niebem]]></category>
		<category><![CDATA[pod]]></category>
		<category><![CDATA[wspólnym]]></category>
		<category><![CDATA[Wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[zamek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1694</guid>
		<description><![CDATA[„Pod wspólnym niebem. Rzeczpospolita wielu narodów, wyznań, kultur (XVI – XVIII w.)” – to tytuł wielkiej wystawy przygotowanej przez Muzeum Historii Polski.
Ekspozycja czynna jest na Zamku Królewskim w Warszawie w dniach 3 maja – 31 lipca 2012.
Przesłaniem multimedialnej wystawy „Pod wspólnym niebem. Rzeczpospolita wielu narodów, wyznań, kultur (XVI-XVIII w.)”, zorganizowanej przez Muzeum Historii Polski we [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/jpg.jpg" rel="lightbox[1694]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1695" title="jpg" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/05/jpg-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>„Pod wspólnym niebem. Rzeczpospolita wielu narodów, wyznań, kultur (XVI – XVIII w.)” – to tytuł wielkiej wystawy przygotowanej przez Muzeum Historii Polski.</p>
<p>Ekspozycja czynna jest na Zamku Królewskim w Warszawie w dniach 3 maja – 31 lipca 2012.</p>
<p>Przesłaniem multimedialnej wystawy „Pod wspólnym niebem. Rzeczpospolita wielu narodów, wyznań, kultur (XVI-XVIII w.)”, zorganizowanej przez Muzeum Historii Polski we współpracy z Zamkiem Królewskim w Warszawie, jest przedstawienie fenomenu dawnej Rzeczypospolitej – jednego z najbardziej zróżnicowanych językowo, wyznaniowo i kulturowo państw wczesnonowożytnej Europy.<span id="more-1694"></span></p>
<p>Głównym celem ekspozycji „Pod wspólnym niebem&#8230;” jest przypomnienie współczesnym widzom, że na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, na których obecnie istnieją różne państwa i narody, przez prawie dwa i pół stulecia funkcjonowało państwo, formalnie będące federacją dwóch organizmów: Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdzie władzę sprawowała szlachta, zamieszkane przez wiele grup narodowościowych, etnicznych i religijnych. Chcemy pokazać bogactwo kulturowe przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Państwo to we wspomnianej epoce, było przykładem tolerancji i pokojowego współżycia narodów. Prezentujemy jego wspaniałość i osiągnięcia, ale nie przemilczamy również słabości. Wystawa jest również pretekstem do postawienia pytań o obecność jej dziedzictwa w polskiej kulturze współczesnej i relacje kulturowe, łączące nas z innymi narodami, z którymi dzieliliśmy nie tylko „wspólne niebo”, ale i wspólną ziemię. Zamieszkujące dawną Rzeczpospolitą grupy etniczne i wyznaniowe były w stanie z jednej strony utrzymać i rozwijać własne tradycje, z drugiej zaś stworzyć ciekawe przykłady syntezy rozmaitych wzorców kulturowych. Z tym dziedzictwem obcujemy mniej lub bardziej świadomie po dziś dzień.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/05/polecamy-wystawe-pod-wspolnym-niebem-rzeczpospolita-wielu-narodow-wyznan-kultur/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Radziejewski: Bełkot, który szkodzi Polsce</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/radziejewski-belkot-ktory-szkodzi-polsce/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/radziejewski-belkot-ktory-szkodzi-polsce/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Apr 2012 21:15:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Codziennie]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta]]></category>
		<category><![CDATA[GPC]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Radziejewski]]></category>
		<category><![CDATA[spór]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1675</guid>
		<description><![CDATA[Spór jest w polityce, i w ogóle w kulturze zresztą, rzeczą kluczową. Jeśli nasz pomysł na wspólną przyszłość może być swobodnie zakwestionowany, to znaczy, że może być ulepszony – a to służy publicznemu dobru. Jednak nie każdy spór jest dobry. Dyskusja mędrca z idiotą o filozofii, podobnie jak ekonomisty z muzykiem o gospodarce, nie ma większego sensu. Co więcej, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/04/220px-Gazetapolskacodziennielogo.png" rel="lightbox[1675]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1642" title="220px-Gazetapolskacodziennielogo" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/04/220px-Gazetapolskacodziennielogo-150x150.png" alt="" width="150" height="150" /></a>Spór jest w polityce, i w ogóle w kulturze zresztą, rzeczą kluczową. Jeśli nasz pomysł na wspólną przyszłość może być swobodnie zakwestionowany, to znaczy, że może być ulepszony – a to służy publicznemu dobru. Jednak nie każdy spór jest dobry. Dyskusja mędrca z idiotą o filozofii, podobnie jak ekonomisty z muzykiem o gospodarce, nie ma większego sensu. Co więcej, może szkodzić, gdy zajmuje miejsce należne poważnej dyskusji. Dlatego zasadniczą sprawą jest takie zdefiniowanie warunków sporu, aby zminimalizować ryzyko dominacji kłamstwa, demagogii, głupoty.<span id="more-1675"></span></p>
<p>Debata wokół sobotniego marszu w obronie TV TRWAM jest kolejnym potwierdzeniem głębokiej choroby polskiej debaty publicznej. Skoro gazety z przeciwnych obozów podają różniące się nawet pięciokrotnie liczby uczestników, to znaczy, że fakty mają w tym sporze znaczenie drugorzędne – można je swobodnie naginać do potrzeb propagandowych. Zatem w kwestii interpretacji dyskusja staje się już zupełnie groteskowa, o czym świadczy choćby zastosowana zgodnie przez prorządowe media redukcja znaczenia tego wydarzenia do wystąpień prawicowych liderów.</p>
<p>Spór o marsz to zarazem także kolejna odsłona tzw. wojny polsko-polskiej, które to określenie samo w sobie pokazuje nieakuratność naszej debaty; jeśli głęboki podział i wynikający z niego ostry spór jest „wojną”, to dlaczego miażdżąca krytyka rządu nie miała by być „pełzającym puczem”? Żyjemy w czasach grubej przesady, i byłby to powód do śmiechu, gdyby nie fakt, że im bardziej przesada staje się normą, tym bardziej tracimy zdolność do dostrzeżenia rzeczywistości.</p>
<p>Przykład? Podczas gdy Tadeusz Mazowiecki perorował o „pełzającym puczu”, Lech Wałęsa wzywał w związku z nieistniejącym powyższym premiera do postawienia stosownych służb w stan gotowości, a Antoni Macierewicz prawił o „wypowiedzeniu wojny”, czołowe amerykańskie i rosyjskie firmy energetyczne podpisały z namaszczeniem rządów obu krajów, umowę o strategicznej współpracy. Będą wspólnie wydobywać arktyczne ropę i gaz, korzystając nawzajem ze swoich złóż, co jest precedensem i tworzy wielomiliardowe wspólne interesy.</p>
<p>Porozumienie to oznacza poważne zbliżenie Waszyngtonu i Moskwy i wpisuje się w ciąg następujących od 2000  roku zdarzeń, odwracających międzynarodową koninkturę polityczną na niekorzyść Polski. Świat gwałtownie zmienia się na naszych oczach, a istota tej zmiany polega na tym, że stajemy się coraz bardziej samotni i niepotrzebni na globalnej scenie.</p>
<p>Tymczasem rząd polski nie dość, że nie ma pomysłu, jak temu fatalnemu procesowi zaradzić, nie dość, że nie buduje polskiej siły na trudne czasy, to prowadzi beztroską, degradującą nas politykę wewnętrzną.</p>
<p>Jeśli za kilka lat obudzimy się w zupełnie innym, o wiele bardziej niebezpiecznym i wrogim świecie, to jako kraj zacofany i bezsilny, z rozpadającą się infrastrukturą, słabą armią, marnym szkolnictwem (do czego obecny rząd walnie się przyczynia). Pogrążony zarazem w pustosłownym, histerycznym sporze o sprawy trzeciorzędne, o dyrdymały wygadywane przez czołowe autorytety, z kwestiami strategicznymi poruszanymi gdzieś na marginesie, jeśli w ogóle. W czym, ponownie, gabinet Donalda Tuska ma pierwszorzędne zasługi.</p>
<p>Walka partyjna w Polsce zaostrza się w miarę regresu naszej polityki. Im mniej państwo zajmuje się kluczowymi problemami, tym więcej w debacie agresji i histerii. Ten bełkot nie jest po prostu jałowy – on jest skrajnie szkodliwy.</p>
<p><em>Bartłomiej Radziejewski, redaktor naczelny kwartalnika „Rzeczy Wspólne”</em></p>
<p>Tekst ukazał się w &#8220;Gazecie Polskiej Codziennie&#8221; z 26.04.2012.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/radziejewski-belkot-ktory-szkodzi-polsce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stawrowski: Konserwatyzm a religia chrześcijańska</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/konserwatyzm-a-religia-chrzescijanska/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/konserwatyzm-a-religia-chrzescijanska/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Apr 2012 22:26:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[konserwatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[Stawrowski]]></category>
		<category><![CDATA[Wspólnota]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1668</guid>
		<description><![CDATA[Spośród rozmaitych ruchów ideowo–politycznych formacja konserwatywna uważana jest powszechnie za naturalnego sprzymierzeńca Kościoła Katolickiego. Twierdzą tak nie tylko jego przeciwnicy, którzy od z górą dwóch wieków demaskują Kościół jako instytucję najbardziej wsteczną i wrogą duchowi postępu, ale również i ci, którzy w Kościele widzą ostatniego obrońcę naturalnych więzi społecznych. Nie sposób jednak uogólnić owej tezy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2010/01/stawrowski.jpg" rel="lightbox[1668]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1679" title="stawrowski" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2010/01/stawrowski-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Spośród rozmaitych ruchów ideowo–politycznych formacja konserwatywna uważana jest powszechnie za naturalnego sprzymierzeńca Kościoła Katolickiego. Twierdzą tak nie tylko jego przeciwnicy, którzy od z górą dwóch wieków demaskują Kościół jako instytucję najbardziej wsteczną i wrogą duchowi postępu, ale również i ci, którzy w Kościele widzą ostatniego obrońcę naturalnych więzi społecznych. Nie sposób jednak uogólnić owej tezy na całe chrześcijaństwo. Kiedy weźmiemy pod uwagę również inne wspólnoty chrześcijańskie, przede wszystkim te, które swój rodowód wywodzą z Reformacji, to trudno przypisywać im en bloc sympatie zachowawcze. Przeciwnie, niektóre z nich przejawiają cechy wręcz rewolucyjnego radykalizmu. <span id="more-1668"></span>Trudno się jednak temu dziwić, skoro Ewangeliczne przesłanie przyniosło i nadal nieustannie przynosi światu tchnienie odświeżającej „rewolucji”. Czyżby więc prosta identyfikacja chrześcijaństwa z postawą zachowującą i utrwalającą istniejącą tradycję była równie niestosownym uproszczeniem, co uznanie, że tak naprawdę ważne są tylko „rzeczy nowe”? Jeśli nawet sojusz Kościoła i konserwatyzmu okazuje się od czasów Rewolucji we Francji zjawiskiem względnie trwałym, warto zastanowić się, na ile wynika on z istotnego podobieństwa chrześcijańskiego (czy szerzej: religijnego) i konserwatywnego sposobu rozumienia świata, na ile zaś z przypadkowych okoliczności historycznych. W tym z konieczności szkicowym tekście chciałbym zastanowić się nad źródłami podstawy zachowawczej i jej pokrewieństwem z religijnym sposobem postrzegania rzeczywistości, wskazać cechy konserwatyzmu jako zjawiska politycznego, oraz przyjrzeć się relacji konserwatyzmu i chrześcijaństwa.</p>
<p>1. Naturalny charakter postawy zachowawczej</p>
<p>Chociaż konserwatyzm jako ruch polityczny jest fenomenem stosunkowo niedawnym, to postawa konserwatywna wydaje się być ponadczasowa. Problem, z którym się ona boryka, mianowicie problem naszego stosunku do ciągłości i zmiany, wiąże się nie tylko z wymiarem życia społecznego czy politycznego, ale pozostaje bezpośrednio zakorzeniony zarówno w samej kondycji człowieka, jak i w metafizycznej wizji świata. Jak wiadomo, już u zarania europejskiej cywilizacji w filozoficznej dyspucie o to, co naprawdę istnieje, obok wizji Heraklita, dostrzegającego w świecie przede wszystkim nieustanną walkę i ruch (odbywające się wszakże w ściśle wyznaczonym przez logos porządku), pojawiło się stanowisko najbardziej radykalnego „konserwatysty” wszechczasów – Parmenidesa, któremu udało się zakonserwować rzeczywistość w stanie doskonałej jedności i stabilności za cenę zignorowania i odrzucenia w niebyt wszelkiej różnorodności i zmiany.</p>
<p>Z pewnością to jednak nie spekulacje o pierwszych zasadach stanowią pierwotne źródło postawy konserwatywnej, lecz raczej wewnętrzna struktura ludzkiego bytu. Postawa zachowawcza jest bowiem głęboko wpisana w samą istotę człowieka. Jest czymś naturalnym i spontanicznym. Chociaż całe życie człowieka składa się z ciągu zmian i coraz to nowych wydarzeń, to w sposób nieusuwalny obecna jest w nim również nieustanna troska o zachowanie tego wszystkiego, co uznaje on za niekwestionowane dobro, począwszy od wartości najbardziej podstawowych jak fizyczne istnienie, po wartości najwyższe – troska, która jest jednocześnie jego troską o zachowanie tożsamości, o zachowanie samego siebie w całej pełni swojego indywidualnego i wspólnotowego bytu.</p>
<p>Ważnym stanowiskiem filozoficznym, które akcentuje ową troskę o zachowanie samego siebie i zarazem czyni ją naczelnym motywem antropologii jest koncepcja św. Tomasza z Akwinu. Tomasz, nawiązując w swej refleksji do Arystotelesa, zwraca uwagę, że każde bez wyjątku żyjące stworzenie ma naturalną skłonność do ochrony własnego istnienia; ponadto zwierzęta kierowane są równie naturalnym popędem, który skłania je do ochrony swojego potomstwa – w nim to właśnie znajduje się podstawa najbardziej elementarnych zachowań społecznych. Natomiast rozwinięte formy takich zachowań i specyficznie ludzka skłonność do życia społecznego mają swe źródło w rozumnej naturze człowieka.<sup>1</sup> Te trzy podstawowe naturalne inklinacje wpływają na człowieka zarówno bezpośrednio (to znaczy określają jego działanie spontanicznie, nawet wtedy, gdy o tym nie wie), jak i za pośrednictwem rozumu, kiedy uświadamia on je sobie jako „naturalne prawa”, jako swój oczywisty cel, ku któremu zawsze winien zmierzać. Klasyczne stanowisko prawno-naturalne w wersji św. Tomasza bazuje właśnie na naturalnej skłonności człowieka do tego, by troszczył się on o zachowanie tego wszystkiego, co stanowi jego niewątpliwe, naturalne dobro: o samego siebie, o swoją rodzinę i szerszą wspólnotę, z którą się trwale utożsamia.<br />
Ten głęboko osadzony w metafizyce i koncepcji człowieka potężny ładunek konserwatyzmu pozostawiony przez myśliciela, którego wpływ na kształtowanie się chrześcijańskiego a zwłaszcza katolickiego poglądu na świat nie sposób przecenić, miał niewątpliwie spory wpływ na życzliwość, z jaką Kościół począwszy od XIX wieku spoglądał na ugrupowania konserwatywne. Wspominając myśl św. Tomasza warto jednak dodać, że dostrzegał on, iż w człowieku działają nie tylko owe naturalne inklinacje mające charakter zachowawczy, ale również potężna skłonność dynamizująca – nieskończony pęd do prawdy, „naturalna skłonność do tego, żeby poznawać prawdę o Bogu”<sup>2</sup> , która – obok skłonności do życia społecznego – określa sposób egzystencji właściwy istocie rozumnej.</p>
<p>2. Wspólnotowy sens postawy zachowawczej</p>
<p>Zatrzymajmy się na chwilę przy owym społecznym wymiarze ludzkiego istnienia, gdzie postawa konserwatywna odnajduje swój specyficzny, polityczny sens. Co to znaczy, że człowiek jest istotą społeczną? Jak zauważył już Arystoteles, w przeciwieństwie do zwierząt, które w stada czy roje łączy instynkt, ludzi jako istoty obdarzone mową i rozumem łączy ze sobą wspólne przekonanie o tym, co dobre a co złe.<sup>3</sup> Wspólnota ludzi jest więc wspólnotą w najgłębszym sensie etyczną. Troska o własną wspólnotę etyczną, o to by jej etos (system wartości, przyjęte w jej ramach zwyczaje i sposoby zachowania) trwał i nie był przez nikogo kwestionowany, jest dla każdego człowieka czymś równie oczywistym, co jego troska o samego siebie – w gruncie rzeczy są one jednym i tym samym. To bowiem, kim jestem – jak rozumiem sam siebie, moje cele, zadania, moje powołanie – pozostaje ściśle związane z moim poczuciem przynależności do etycznej wspólnoty.<br />
Oczywiście, ludzie mogą łączyć się także w oparciu o cele doraźne i instrumentalne, tworząc tym samym społeczną siatkę rozmaitych wspólnot, grup i stowarzyszeń. W naturze człowieka leży jednak to, że istnieje zawsze pewna – mniej lub bardziej łatwa do zdefiniowania – wspólnota, która stanowi ostateczny punkt jego etycznego odniesienia. To właśnie etos tej wspólnoty, tzn. zespół wyznawanych w jej ramach wartości, stanowi dla identyfikującej się z nią jednostki niekwestionowane, absolutne dobro. Absolutne w tym sensie, że spoglądając z wnętrza wspólnoty oczyma jej członków, poza konkretną treścią danego etosu nie dostrzegamy niczego innego, co mogłoby stanowić miarę dobra i zła.</p>
<p>Takie wspólnoty, stanowiące dla jednostek ostateczny punkt etycznego odniesienia, można by więc równie dobrze nazwać wspólnotami religijnymi, gdyby nie to, że niektóre z nich posiadają charakter programowo a- lub antyreligijny, jak to ma miejsce w przypadku wielu współczesnych ideologii. Ich antyreligijny, co w naszym kontekście kulturowym oznacza po prostu: anty-judeochrześcijański charakter nie powinien zasłaniać nam faktu, że również i one są wspólnotami zbudowanymi na absolutnych – w powyższym sensie – wartościach; będąc zaś dla swoich członków ostatecznym punktem etycznej orientacji, okazują się tym samym wspólnotami quasi religijnymi.</p>
<p>Religia w źródłowym sensie oznacza bowiem więź. Chodzi tu – dodajmy – o więź najmocniejszą, opartą na wspólnym przekonaniu o tym, co stanowi dla nas absolutne dobro. Religia to budowanie i pielęgnowanie najgłębszych więzi, a więc jednocześnie nieustanna troska o trwałość wspólnoty i zachowanie jej etycznych fundamentów. Jeżeli spoglądamy na religię przez pryzmat jej więziotwórczej funkcji, dostrzegając w niej przede wszystkim oparte na absolutnych wartościach spoiwo wspólnot międzyludzkich, to w każdej bez wyjątku religii czy też quasi religii jej istotnym i koniecznym składnikiem okazuje się postawa konserwująca właściwy dla niej etos, zupełnie niezależnie od tego, jaka to jest religia i jaka jest treść etosu, która wiąże jej wyznawców.</p>
<p>3. Paradoksy politycznego konserwatyzmu</p>
<p>Bez postawy zachowawczej nie ma mowy o tożsamości ani osobowej, ani wspólnotowej. Bez niej nie moglibyśmy być ani sobą, ani też nie łączyłyby nas z innymi żadne głębsze więzi, które stanowią podstawę doświadczenia bliskości i odpowiedzialności za drugiego i za całą wspólnotę. Postawa zachowawcza jest człowiekowi tak bliska, tak naturalna, oczywista i spontaniczna, że normalnie ani się jej nie dostrzega, ani się o niej nie myśli. Aby mogła stać się czymś w pełni uświadomionym i świadomie wybranym jako polityczny program działania, muszą pojawić się szczególne okoliczności, które jej oczywistość i naturalność otwarcie zakwestionują. Konserwatyzm rozumiany tym razem już jako kierunek ideowo-polityczny nie jest bynajmniej czymś naturalnym, lecz reaktywnym – stanowi reakcję na pewne zjawiska i wydarzenia, w obliczu których wspólnoty etyczne dostrzegają, że ich sposób istnienia oraz pielęgnowane przez nie wartości znalazły się w stanie śmiertelnego zagrożenia.</p>
<p>Takim wydarzeniem-katalizatorem, które niejako wymusiło narodziny ideowej formacji konserwatywnej i które wciąż ją podtrzymuje w istnieniu, okazała się rewolucja. Chociaż wybuchła w końcu XVIII wieku we Francji, to nie była ona wydarzeniem jednorazowym, lecz w zmieniających się wciąż kształtach trwa w zasadzie po dziś dzień. We wcześniejszych epokach konserwatyzm jako ideologia polityczna nie miał dla siebie miejsca. Był on nie tylko zbędny, ale wręcz nie do pomyślenia, w sytuacji, gdy naruszanie etycznych fundamentów wspólnoty – co przecież zdarza się zawsze i wszędzie – uznawano powszechnie za występne i karygodne. Mógł się on pojawić dopiero wtedy, kiedy opinię publiczną zdominowali ludzie etycznie wykorzenieni, którzy w imię projektowanej, abstrakcyjnej wspólnoty, gotowi byli zniszczyć wspólnotę dotychczas istniejącą oraz jej etyczne fundamenty – to wszystko, co do tej pory uznawane było za rzecz świętą, trwałą i nienaruszalną.</p>
<p>Jeśli więc konserwatyzm jako formacja ideowa jest dziś nadal nurtem atrakcyjnym intelektualnie i politycznie, a nawet przeżywa obecnie swój renesans, świadczy to nie tyle o żywotności jego idei – postawa zachowawcza jest bowiem zawsze żywa – lecz raczej o sile, z jaką idee rewolucyjnej destrukcji atakują świat wartości, w którym czujemy się zadomowieni. Głoszenie idei konserwatywnych ma sens i może liczyć na nośność tam tylko, gdzie szeroko rozpowszechnione pozostają idee rewolucji i wciąż obecna jest groźba unicestwienia dotychczas istniejącego etycznego ładu.</p>
<p>Trudno jednak nie dostrzec, że konserwatyzm jako formacja polityczna pozostaje uwikłany w głębokie paradoksy. Pierwszym z nich jest jego wspomniany, reaktywny, a więc negatywny czy też defensywny charakter. Konserwatyzm, choć głosi pozytywną ideę ochrony etycznych fundamentów wspólnoty, w gruncie rzeczy – tak jak każdy kierunek polityczny, który swoją tożsamość zdobywa w walce z konkurentami o władzę – buduje swój program i swoją tożsamość na negacji i odrzuceniu programu proponowanego przez szermierzy radykalnych zmian. Tymczasem etyczne podstawy wspólnoty są chronione i wzmacniane w sposób pozytywny nie przez działalność stricte polityczną, lecz przez życie „według wartości”, przez codzienne kultywowanie tego wszystkiego, co stanowi dla wspólnoty jej konstytutywny rdzeń.</p>
<p>Konserwatyzm jako postawa zachowawcza jest ponadto czymś formalnym, to znaczy pustym treściowo – a więc czymś niesamodzielnym i domagającym się uzupełnienia. Tym różni się nie tylko od chrześcijańskich i niechrześcijańskich wspólnot religijnych, ale i od rozmaitych ruchów politycznych, takich jak np. socjalizm, liberalizm, czy nacjonalizm, budujących swoją tożsamość wokół jakiejś konkretnej sztandarowej idei, za którą stoi jakiś określony system wartości. Konserwatyzm jako taki nie ma sam w sobie żadnej konkretnej idei przewodniej. Zawsze pozostaje w symbiozie z jakimś etycznym żywicielem, przy którym może rozkwitać, jednocześnie go wzmacniając. Zakłada zawsze wcześniejsze istnienie jakiejś konkretnej wspólnoty, posiadającej określony treściowo etos czyli zespół konstytuujących ją wartości, a więc coś, co nie jest samo w sobie konserwatywne, lecz co dopiero można i należy konserwować. Oznacza to jednak, że w zależności od sytuacji za hasłami politycznego konserwatyzmu mogą kryć się diametralnie różniące się programy. Ilustrację tego znajdziemy już u samych narodzin konserwatywnych ugrupowań politycznych: z jednej strony zainicjowany przez Edmunda Burke’a w Anglii ruch, który postawił sobie za cel ochronę życia społecznego ugruntowanego na liberalnych (w klasycznym sensie tego słowa) wartościach, z drugiej – konserwatyzm francuski, tradycjonalistyczny, odwołujący się do przedrewolucyjnego porządku, dla którego wiele z wartości bronionych przez konserwatystów brytyjskich byłoby nie do przyjęcia. Sięgając pamięcią do epok znacznie nam bliższych warto przypomnieć, że mianem konserwatystów posługiwano się również – i to nie bez racji – w odniesieniu do tych członków PZPR, których nazywano „betonem partyjnym”, bowiem niczym beton odporni byli na wszelkie zmiany. Choć takie użycie terminu „konserwatyzm” może wśród zwolenników partii i idei konserwatywnych budzić zrozumiały niesmak, to sam sens pojęcia „konserwatyzm” tego nie wyklucza.</p>
<p>Co więcej, można sobie doskonale wyobrazić, że konserwowaniu poddane zostaje nawet to, co wydaje się skrajnym przeciwieństwem konserwatyzmu – mianowicie idea rewolucji, przyjmująca wówczas postać rewolucji permanentnej. Kiedy owa idea staje się elementem wspólnym łączącym grupę rewolucjonistów, nabiera ona natychmiast charakteru etycznego fundamentu ich wspólnoty, który w ramach tej wspólnoty musi być chroniony i konserwowany jako jej element trwały. Widać to doskonale na przykładzie jednego z najbardziej wpływowych mechanizmów utrwalających określony sposób zachowań społecznych, jaki współcześnie nazywamy modą. Moda, opierając się na naturalnym odruchu dostosowania się do panujących zwyczajów, pełni w ramach społeczności funkcję zachowawczą. Gdy dochodzi do sytuacji, że we wszystkich wymiarach życia łamanie obowiązujących zasad i obalanie tabu staje się nie ekscesem, lecz właśnie modą, mamy wówczas do czynienia z ewidentnym przypadkiem zakonserwowania postaw rewolucyjnych w formie obyczaju.<br />
Inny jeszcze paradoks myślenia zachowawczego, odsłania się, gdy rozważamy dwuznaczną sytuację obrońców idei konserwatywnych w świecie przeoranym przez rewolucję. Otóż, gdy po gwałtownej zmianie politycznej powstaje nowy porządek i następnie utrzymuje się przez dłuższy czas, wówczas utrwalają się zarówno nowe instytucje, jak i nowe postawy wśród ludzi. Wreszcie przychodzi chwila, kiedy konserwatywni zwolennicy starego ładu nie mają już w istocie rzeczy czego konserwować – to, co stare, bezpowrotnie przeminęło, a utrwaliło się to, co nowe. W pewnym momencie konserwatysta, jeśli pragnie powrotu starego świata, musi stać się tym, czego najbardziej nienawidzi – musi stać się rewolucjonistą. Tego właśnie paradoksu doświadczyli na własnej skórze konserwatyści francuscy w XIX wieku. Wielu z nich doszło w końcu do postawy, która głosiła konieczność zniszczenia powstałego wiele lat wcześniej i zaakceptowanego już w wielkim stopniu przez społeczeństwo nowego porządku i przywrócenia przemocą dawnego ładu – głosiła program konserwatywnej kontrrewolucji, która była nie tyle programem działań skierowanych przeciwko rewolucji, lecz nową rewolucją skierowaną przeciwko nowemu, ale już utrwalonemu porządkowi. Trudno nie zauważyć, że w jakimś stopniu również sytuacja krajów, które po 1989 r zrzuciły jarzmo totalitaryzmu, wpisuje się w podobny scenariusz. Kilkadziesiąt lat „nowych porządków” nie pozostało bez śladu i ugrupowania, które usiłują działać pod sztandarem konserwatyzmu, winny sobie postawić pytanie, co można i warto konserwować, co zaś należy czym prędzej zniszczyć i wykorzenić, aby budowa nowego społeczeństwa i nowego państwa nie okazała się tylko nieco zretuszowaną formą poprzedniego. Także ostatnie kilkanaście lat stało się czasem, gdzie nowe (stare?) zachowania przyjęły już formę nawyków i społecznych zwyczajów, określając, czy tego chcemy czy nie, etyczną tożsamość naszego państwa.</p>
<p>4. Czy chrześcijaństwo jest konserwatywne?</p>
<p>Kościół jako wspólnota religijna, której członków łączy konkretny, treściowo określony zespół wartości, co więcej, jako najliczniejsza tego rodzaju wspólnota w naszej w przestrzeni cywilizacyjnej, w oczywisty sposób stał się głównym przedmiotem ataku zwolenników rewolucji. Nic więc dziwnego, że polityczny ruch konserwatywny, który powstał jako reakcja na rewolucję, okazał się jego naturalnym sprzymierzeńcem. Ale sojusz, który w obliczu oczywistego wspólnego zagrożenia zawiązał się na płaszczyźnie politycznej, wcale nie musi oznaczać głębszej ideowej jedności czy tożsamości. Była już mowa o zasadniczej niewspółmierności konserwatywnego i chrześcijańskiego rozumienia świata: z jednej strony mamy pustą pod względem treści postawę zachowawczą, z drugiej – konkretną wspólnotę religijną ufundowaną na treściowo określonym systemie wartości. Owa niewspółmierność nie przeszkadza, by w naszym kręgu kulturowym polityczny konserwatyzm pozostawał w symbiozie z chrześcijaństwem, by już jako „konserwatyzm chrześcijański” troszczył się o trwałość wspólnoty opartej na „chrześcijańskich wartościach”.</p>
<p>Konserwatyzm, choć nie musi, to z pewnością może być chrześcijański, natomiast zasadnicza kwestia brzmi: na ile chrześcijaństwo w swej istocie jest konserwatywne? Oczywiście, skoro w każdej tradycji etycznej i religijnej element zachowawczy pozostaje czymś nieusuwalnym, to również i chrześcijaństwo musi być w jakimś stopniu konserwatywne, podobnie jak każda wspólnota – w tym także wspólnota radykalnych rewolucjonistów – która pragnie zachować swoją tożsamość. Warto jednak zapytać, czy ze względu na specyficzną treść chrześcijaństwa ów zachowawczy element nie podlega w jego ramach znaczącej modyfikacji? Istotna treść chrześcijańskiego przesłania nie na tym przecież jedynie polega, że da się ono sprowadzić do raz na zawsze ustalonego kodeksu zasad właściwego postępowania, którego przestrzeganie czyni nas członkami chrześcijańskiej wspólnoty. Wprawdzie nie do pomyślenia jest, by chrześcijanin nie zachowywał przykazań zawartych w Dekalogu, ale tutaj jego zachowawcza postawa dotyczy poszanowania elementarnych wartości, które, jako konieczne warunki istnienia wszelkiej wspólnoty, łączą wszystkich ludzi dobrej woli niezależnie od ich etycznego czy religijnego rodowodu.</p>
<p>To, co specyficznie chrześcijańskie nie jest zamkniętym systemem norm, domagającym się nieustannej ochrony, lecz otwarciem na nieskończenie bogatą rzeczywistość pełną nadmiaru sensu, która zaprasza do tego, by się w niej zanurzyć, nawet jeśli na tym świecie nigdy nie będziemy mogli jej do końca przeniknąć. Etos chrześcijanina jest czymś dynamicznym, czymś, co nie zostało mu w gotowej postaci raz na zawsze dane, lecz zadane jako droga, którą ma kroczyć i na której czekają go wciąż nowe wyzwania. Bóg, któremu zawierzyli chrześcijanie, pragnie byśmy oddawali mu cześć nie w jakimkolwiek ustalonym miejscu, lecz w Duchu i Prawdzie.</p>
<p>Spośród wielu miejsc w Ewangelii, odsłaniających ową niezwykłą tożsamość chrześcijańskiej wspólnoty, która ma nie tylko zachowywać stare wypróbowane wartości, ale jednocześnie otwierać się na rzeczy nowe, szczególnie ważna wydaje się rozmowa Jezusa z bogatym młodzieńcem<sup>4</sup>, pytającym o to, co ma robić, by osiągnąć życie wieczne. Odpowiedź, która pada, okazuje się podwójna: przede wszystkim strzeż i troszcz się o to, co zostało ci wcześniej przekazane w ramach społeczności, w której żyjesz – zachowuj przykazania: nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego. Ale jest to tylko pierwszy krok, konieczne minimum, którego przestrzeganie wydaje się niezbędne, by twoja wspólnota mogła trwać bezpiecznie i w pokoju. Kto jednak naprawdę pragnie doskonałości, ten wezwany jest do czegoś więcej, do tego, by rozdał majątek swoim braciom znajdującym się w potrzebie, i wyzbywszy się wszystkiego, co go wiąże, poszedł za Jezusem, dokądkolwiek go ta droga zaprowadzi. To radykalne wezwanie do doskonałości, wezwanie do pójścia drogą Chrystusa, wydaje się chronić chrześcijan przed absolutyzacją postawy konserwatywnej, przed zbytnim przywiązaniem do tego wszystkiego, co stanowi wprawdzie nasze oczywiste dobro, należy jednak do świata, w którym jesteśmy tylko przechodniami.</p>
<p><em>Zbigniew Stawrowski (ur. 1958), filozof polityki, profesor w Instytucie Politologii UKSW oraz Instytucie Studiów Politycznych PAN, dyrektor Instytutu Myśli Józefa Tischnera w Krakowie. Autor książek: „Państwo i prawo w filozofii Hegla” (1994), „Prawo naturalne a ład polityczny” (2006), „Niemoralna demokracja” (2008), „Solidarność znaczy więź” (2010). Stały współpracownik „Rzeczy Wspólnych”.</em></p>
<p>Esej z książki “Wokół idei wspólnoty”wydanej w kwietniu 2012 r. nakładem Ośrodka Myśli Politycznej pod patronatem „Rzeczy Wspólnych”.</p>
<p>Pierwodruk w: P. Mazurkiewicz, S. Sowiński (red.:), „Religia i konserwatyzm: sprzymierzeńcy czy konkurenci?”, Ossolineum, Wrocław 2004, s. 31-39.</p>
<ol class="footnotes"><li id="footnote_0_1668" class="footnote"> Por. Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, t. 13 (Prawo), Veritas, Londyn 1985, s. 55-56 (I-II q. 94, a. 2) </li><li id="footnote_1_1668" class="footnote">Tamże, s. 56</li><li id="footnote_2_1668" class="footnote">Por. Arystoteles, Polityka, PWN, Warszawa 1964 s. 7 (1253a) </li><li id="footnote_3_1668" class="footnote"> Por. Mt 19, 16-22; Mk 10, 17-22; Łk 18, 18-23.</li></ol>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/konserwatyzm-a-religia-chrzescijanska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pod naszym patronatem: nowa książka prof. Stawrowskiego „Wokół idei wspólnoty”</title>
		<link>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/pod-naszym-patronatem-nowa-ksiazka-prof-stawrowskiego-%e2%80%9ewokol-idei-wspolnoty%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/pod-naszym-patronatem-nowa-ksiazka-prof-stawrowskiego-%e2%80%9ewokol-idei-wspolnoty%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Apr 2012 07:36:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>mtrzaski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[OMP]]></category>
		<category><![CDATA[patronat]]></category>
		<category><![CDATA[Stawrowski]]></category>
		<category><![CDATA[Wspólnota]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzeczywspolne.pl/?p=1656</guid>
		<description><![CDATA[„Wokół idei wspólnoty” to kolejna publikacja nad którą „Rzeczy Wspólne” objęły patronat. Wydany nakładem Ośrodka Myśli Politycznej zbiór esejów prof. Zbigniewa Stawrowskiego próbuje zmierzyć się z z odwiecznymi problemami filozofii politycznej dotyczącymi kształtu i funkcjonowania społeczeństwa. Autor analizuje dzieła wielkich myślicieli – Platona, Arystotelesa, Hobbesa i Hegla, ale także odnosi się do współczesnych problemów, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/04/Wokół-idei-wspólnoty-przód1.jpg" rel="lightbox[1656]"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1659" title="Wokół idei wspólnoty, przód" src="http://www.rzeczywspolne.pl/wp-content/uploads/2012/04/Wokół-idei-wspólnoty-przód1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>„Wokół idei wspólnoty” to kolejna publikacja nad którą „Rzeczy Wspólne” objęły patronat. Wydany nakładem Ośrodka Myśli Politycznej zbiór esejów prof. Zbigniewa Stawrowskiego próbuje zmierzyć się z z odwiecznymi problemami filozofii politycznej dotyczącymi kształtu i funkcjonowania społeczeństwa. Autor analizuje dzieła wielkich myślicieli – Platona, Arystotelesa, Hobbesa i Hegla, ale także odnosi się do współczesnych problemów, jak chociażby idei „Solidarności”. Książka Stawrowskiego pokazuje jak problemy, z którymi mierzyli się klasycy nie tracą na aktualności, lecz nadal kształtują społeczną rzeczywistość wbrew życzeniom wyznawców postpolityki.<span id="more-1656"></span></p>
<p>Zachęcamy do przeczytania tej arcyciekawej publikacji, dostępnej między innymi w <a href="http://omp.org.pl/ksiazka.php?idKsiazki=223">księgarni OMP</a>.</p>
<p>Tylko u nas przeczytasz jeden z tworzących książkę esejów &#8220;<a href="http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/konserwatyzm-a-religia-chrzescijanska/">Konserwatyzm a religia chrześcijańska&#8221;</a>. Prezentujemy również <a href="http://www.rzeczywspolne.pl/2010/01/wokol-idei-wspolnoty-spis-tresci/">spis treści</a> i <a href="http://www.rzeczywspolne.pl/2010/01/stawrowski-wokol-idei-wspolnoty-wstep/">wstęp</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzeczywspolne.pl/2012/04/pod-naszym-patronatem-nowa-ksiazka-prof-stawrowskiego-%e2%80%9ewokol-idei-wspolnoty%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

